Na pielgrzymkę do Ziemi Boga, czyli słów kilka o geografii Palestyny
Zaprasza Ks. Józef Pick
Wypadało by zacząć wędrówkę od Judei, gdzie leży Jerozolima – miasto Ukrzyżowania Zmartwychwstania i Betlejem – miasto Narodzenia Pana Jezusa.
Judea
Nazwa etymologicznie oznacza wyznawczyni. Jest to tłumaczenie hebrajskiego słowa Jehudah (Juda) i oznacza terytorium pokolenia Judy Często termin ten oznaczał też Królestwo judzkie (1 Krl 23,3), a nawet całą Palestynę, bądź cały naród izraelski (Ps 113,2).Po powrocie zaś z niewoli babilońskiej w 537 r. przed Chr. oznacza okolice Jerozolimy zajęte przez repatriantów ( 2Ezdr.3) O(d IV w. przed Chr. nazwa staje się określeniem w mowie potocznej A w czasach Pana Jezusa jest to nazwa jednej z trzech prowincji Przedjordanii. Judea, to południowo-zachodni zakątek ziemi, w swoich burzliwych dziejach była najpierw świadkiem powrotu wygnańców. Długo pozostawała pod zarządem perskim. Najbardziej rozszerzyła swe granice (aż po Zajordanię) za panowania Hasmonejczyków (140 r. przed Chr.) i Heroda (37-4 r. przed Chr.). Od 6 r. po Chr. podlegała rzymskiemu namiestnikowi, a po 70 r. była prowincją bądź częścią prowincji Syrii. Jest to kraina, w której przyszedł na świat Pan Jezus i św. Jan Chrzciciel (Mt 2,1.5; Łk 1,65;2,4), ulubiony teren działalności Jana (Mt 3,1) i Chrystusa Pana (Mt 19,1; J3,22; 4,3.47.54; 7,16; 11,7) oraz pierwszych społeczności chrześcijańskich. Historycy greccy i rzymscy, Józef Flawiusz, Euzebiusz i św. Hieronim tym mianem określają całą Palestynę. Judea to więc sanktuarium Ziemi Św. z miastem Dawida i świątynią Salomona.
Dzieli się ta kraina na trzy części. Najważniejsza to część górzysta, która stanowi łańcuch górski rozciągający się z północy na południe, trudno z zewnątrz dostępny, o średniej wysokości około 800 m. Przy granicy z Samarią w Tell el Asur dochodzi do 1011 m., a na południu w Ramat al. Chalil 1020m. w okolicach Hebronu. W części centralnej czyli w okolicach Jerozolimy wysokość waha się w granicach 895 - Nabi Samwil czy 818 Góra Oliwna
Okolice Judei do kraina górzysta, surowa i bezdrzewna, poprzerywana ze wschodu na zachód głębokimi parowami, pełnymi odłamków skał i ostrych kamieni. Surowość okolicy wycisnęła niewątpliwie również swoje znamię na duszach mieszkańców fanatycznych wyznawcach Prawa. Wschodnie zbocza Płaskowyżu Judzkiego są kamienistą pustynia, opadającą aż do Rozpadliny Jordanu czy też Morza Martwego na południowym wschodzie. To pas ziemi suchej i nieuprawnej, nazywanej w Biblii (Ps 63,1) Pustynią Judzką. Jedynymi mieszkańcami są tam po dzień dzisiejszy pasterze kóz i owiec Beduini, którzy prowadza tak samo koczowniczy tryb życia, jak za czasów ojca Abrahama. Tam także w licznych grotach skalnych krył się Dawid przed królem Saulem ogarniętym obsesją zazdrości o tron i panowanie (1Krl 24), a w czasach późniejszych ludzie szukający Boga, esseńczycy oraz Synowie Sadoka, których pisma znaleziono w Qumran w 1947 r. W stronę zaś południowej granicy wzniesienia łagodnie opadają i przechodzą w pustynię Negebu i tam się z nią ostatecznie zlewają.
Najbardziej zaludnione tereny, to: Jerozolima - Miasto Dawidowe, rozłożona na licznych wzgórzach, jako stolica zarówno Królestwa Izraelskiego, jak i Judzkiego później, czy prowincji, jaką stała się Judea w epokach następnych. Inne znaczniejsze i większe miasta i znane z Biblii miejscowości, które w sposób szczególny się w niej zapisały to: Na północ od stolicy rozłożyło się Efraim, Emaus - miasteczko do którego zdążali dwaj uczniowie rozmawiając z Jezusem zmartwychwstałym i nie poznając Go aż do wieczerzy; oraz Arymatea - miasto pobożnego Józefa przyjaciela Jezusa, który odstąpił Panu Jezusowi swój grób i tam Go pochował. Na wschód od Jerozolimy znajduje się Betania - gdzie mieszkał Łazarz wraz z siostrami Marią i Martą, dalej na wschód Jerycho znane już od 9000 lat, bo tak daleko sięgają w przeszłość ślady murów miejskich odkryte przez archeologów, a często wspominane na kartach zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. Na zachód zaś, czyli w kierunku Morza Śródziemnego od Jeruzalem na wzgórzach przysiadło małe miasteczko Ain Karim - miasto Zachariasza i Anny oraz miejsce narodzin św. Jana Chrzciciela. Na południe w odległości 12 km. Znajduje się Betlejem - miasteczko skąd pochodził Dawid i gdzie narodził się Pan Jezus, a także Hebron - miasto grobów Patriarchów Abrahama, Sary, Izaaka, Rebeki, Lei oraz Jakuba, które to było stolicą Królestwa przez siedem lat, zanim Dawid nie zdobył twierdzy Jebuzytów Jerozolimy i nie uczynił z niej głównej miejscowości. Są jeszcze inne miejscowości, ale mniej znane, i nie tak często wspomniane w Biblii.
Zachodnie zbocza górskiego pasma Judei rozciągają się falistym płaskowyżem w kierunku Morza Śródziemnego, opadającym łagodnie na niziny Szefeli i Saronu aż do Karmelu. Zbocza pełne były i są winnic i drzew owocowych, a na nich liczne wioski i miasteczka. Stanowiły one zaplecze żywnościowe całej Judei, gdyż góry pokryte były ubogą szatą roślinną, która zadowolić się mogły jedynie kozy, owce i osły, a która obumierała wraz z nadejściem lata i zamieniała się w pustynię.
W tej to krainie pięknej ale i groźnej w swym surowym wyglądzie przyszedł na świat nasz Zbawiciel i tu dokonało się też nasze zbawienie na drzewie krzyża, który może zrobiony był z drzewa oliwnego, bo oliwki to najczęściej występujące drzewa w tej ubogiej okolicy.
Betlejem
„Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” (Łk 2,4-7)
Około 7-9 km na południe od Jerozolimy, na dwóch malowniczych wzgórzach, na wysokości 777 m nm., lub jak kto woli 1169 m nad poziomem Morza Martwego, rozłożyło się miasteczko zbudowane z białego i różowego kamienia. Miasteczko to niewielkie, bo liczy dzisiaj zaledwie około 40 tysięcy mieszkańców, a sława jego rozeszła się po całym świecie. I choć nie należy do najwspanialszych metropolii, nie posiada bogatych banków i kasyn , wspaniałych pałaców i prastarych katedr, każdego roku ściąga do siebie miliony pielgrzymów. Miliony ludzi, którzy przybywają tu z całego świata, pochyleni - dosłownie, bo jedyne wejście prowadzące do najważniejszego w nim miejsca ma około 140 cm wysokości. Przybysze wchodzą przez jedyne drzwi prowadzące do wnętrza ubogiej bazyliki. Bazylika choć wielka i sędziwa, bo pamięta czasy cesarza Konstantyna Wielkiego (285-339), to równie uboga, jak grota, nad którą się wznosi, by upamiętnić miejsce narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa: „Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” - czytamy u ewangelisty Łukasza (Łk 2,11). Każdego dnia tłumy pielgrzymów klękają w ubogiej grocie, całując ze czcią miejsce otoczone złotą gwiazdą (jedyny znak luksusu, wśród poczerniałych od dymu ścian), na której wyryty napis: „HIC VIRGINE MARIA JESUS CHRISTUS NATUS EST”, co się przekłada: Tu, na tym miejscu Maryja Panna Jezusa Chrystusa porodziła”.
Co to za miejsce w miasteczku, o którego mieszkańcach przysłowiowo mówi się, że należą do najpiękniejszych w całym gatunku ludzkim . I chyba to prawda, skoro już od wieków wybrał sobie to miasto sam Bóg na miejsce narodzin swego Syna:
„A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie
Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności.” (Mi 5,1)
Nazwa miasteczka Betlejem (po hebrajsku Bet lehem, po arabsku Bait Lahm) oznacza dom chleba. Dziwne, bo po latach, sam Jezus powie także o sobie:” Ja jestem chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze” (J 6,50). Na pewno nie myśleli o tym w starożytności mieszkańcy Betlejem, wybierając taką właśnie nazwę. Bo i skąd mogli znać Boże zamiary, co do ziemi, na której przyszło im żyć. Może mówili tak, patrząc ze wzgórz, których zbocza po dzień dzisiejszy pokryte są winnicami, gajami figowymi, migdałowymi, granatowymi i oliwkowymi, w dół, gdzie od wschodu i południa wiosną falują łany pszenicy i jęczmienia. To do tego właśnie miast udał się przed wiekami ostatni z sędziów Samuel, aby namaścić Dawida z rodu Jessego na króla nad Izraelem, kiedy to sprzeniewierzył Bogu Jahwe pierwszy król Saul, jak czytamy w 1 Księdze Samuela w rozdziale 16. To tu, też w Starym Testamencie, Rut - prababka Dawida (por.Mt 1,5) zbierała kłosy na polu Booza ( Rt 2,2-17). A widok taki, jak ten, roztaczający się na doliny wzgórz Betlejemu, może zaiste radować oko w pustynnej, skalistej i piaszczystej Judei. To tam, na zboczach wzgórz betlejemskich pokrytych wiosną świeżą, zieloną trawą, która stanowi istny raj dla trzód, obozowali pasterze w Noc Bożego Narodzenia, którym ukazał się anioł, zwiastując radość wielką, iż narodził się Mesjasz, Pan. Dzisiaj miejsce to upamiętnione przepiękną, nowoczesną kaplicą na Polu Pasterzy, zbudowaną w kształcie pasterskiego namiotu. A pasterze, gdy aniołowie odeszli do nieba, mówili do siebie: „Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił” (Łk 2,15) . Po dziś dzień mieszkańcy tych okolic zajmują się pasterstwem i rolnictwem, a oprócz tego wyrobem przedmiotów z masy perłowej i drewna. A zatem, zajrzyjmy i my do tego miasteczka, tam się wszystko zaczęło...
„Gdy nadeszła pełnia czasów zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.”(Ga 4,5).
A to już blisko 2000 lat temu...
Jerozolima i Świątynia
„Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica! Niech język mi przyschnie do podniebienia, jeśli nie będą pamiętał o tobie, jeśli nie postawię Jeruzalem ponad największą moją radość” (Ps 136,5-6).
Tak śpiewał Psalmista siedząc nad rzekami Babilonu i wspominając z tęsknotą piękno swego miasta. Miasta, które nie nadaremno jest uważane za stolicę religijną świata. Związane i nazywane świętym przez trzy największe religie. Czci je judaizm, pamiętając naczelną zasadę swojej religijności: Jeden Bóg, jeden naród wybrany Izrael, jedna religia, jedna świątynia w tym świętym mieście. Do najświętszych miejsc, skropionych krwią i potem Pana Jezusa oraz pełnych śladów Jego, pielgrzymują chrześcijanie, wędrując i odkrywając ślady swego Mistrza, tu bowiem dokonało się na ziemi nasze zbawienie. A także jedne z największych świętości mają tu muzułmanie, bo stąd jak głosi ich tradycja miał zostać do nieba zabrany prorok Mahomet. Kim jesteś ? O miasto święte? Bo czym ? To chyba za mało powiedziane.
Na 37 st. 47’, na wielu wzgórzach płaskowyżu gór judzkich. Wysokość ich sięga 750-770 m.n.p.Morza Śródziemnego, a 1165 m.n.p.Morza Martwego. Oddalone o 48 km od Morza Śródziemnego i 32 km od Morza Martwego rozłożyło się to wyjątkowe miasto. Stare jak stara jest tam kolebka naszej kultury i cywilizacji ( bo ślady cywilizacji sięgają tam IV tysiąclecia, a w 1000 r przed Chrystusem, król Dawid odbiera je Jebuzytom, i odtąd zwane już będzie po dzień dzisiejszy Miastem Dawidowym) . Dziwna jest również etymologia nazwy tego miasta - hebr. Jeruszalaim - prawdopodobnie znaczy:”założone przez bóstwo Szalem” - bądź miasto pokoju, bo „Szalom” - codzienne pozdrowienie Żydów właśnie pokój oznacza. A dziwnie w mieście tym rozumie się słowo „pokój”, bo już sam Chrystus zapłakał nad nim” „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi...”(Łk 19,41-44). I tego pokoju nie zna ono do dziś, choć pokój w swym imieniu nosi. Jedno ze wzgórz nazywa się świętą górą Moria, a na niej jeden z cudów świata się znajdował.
Świątynia
To do niej skierowali się Najświętsza Maryja Panna ze Świętym Józefem niosąc Dzieciątko Jezus: „gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu” (Łk 2,22). Przepisy Prawa Mojżeszowego, które Łukasz cytuje, odnosiły się tylko do matki. Maryja chciała je wypełnić, a przy okazji dowiadujemy, że przy Bramie Nikanora złożyła kapłanowi taką ofiarę, jaką składali ludzie biedni. To że wzięła ze sobą Dziecię, aby Je „stawić przed Panem”, było wyrazem Jej pobożności, to było też głównym powodem, dla którego cała Święta Rodzina udała się do Jerozolimy. Jezus wtedy pierwszy raz znalazł się w świątyni swego Ojca, co dla Łukasza jako autora Ewangelii ma specjalne znaczenie. Fakt ten bowiem przedstawia on w świetle historii Samuela (patrz 1 Sm 1,11.21-28): Jezusa mianowicie przyniesiono do świątyni i przedstawiono Bogu nie po to, żeby Go wykupić, ale jako Tego, który był Bogu poświęcony. On też wtedy jako Syn Boży świątynię Bożą wziął w posiadanie.
Jest to miejsce święte dla trzech wielkich religii monoteistycznych świata. Żydzi czczą w tym miejscu wybudowanie świątyni, która przejęła wraz z Arką Przymierzą rolę miejsca, w którym Bóg był blisko ludu wybranego i mu się objawiał. W świątyni mieszkał Bóg (szekina). W niej lud w odpowiedzi na Jego doświadczalną bliskość odpowiadał obchodzeniem uroczystość kultowych - składał ofiary. Świątynia była także znakiem wybrania. W górze świątynnej, Syjonie, widziano centrum świata. Obszar świątyni zajmuje powierzchnię prawie czternastu hektarów, czyli jedną szóstą obszaru całego Starego Miasta. Tradycja utożsamiała to miejsce z górą Moria, gdzie Abraham chciał złożyć ofiarę ze swego syna Izaaka (Rdz 22,1-22). Tutaj też było „klepisko Aruna Jebusyty”, które kupił król Dawid za pięćdziesiąt syklów srebra (2Sm 24,18-26).Chciał w tym miejscu wybudować Bogu świątynię. Dokonuje tego dopiero jego syn Salomon, który konstruuje piękną, okazałą i wystawną budowlę, ozdobionymi drzewem cedrowym, złotem i zaopatrzoną w szczerozłote i miedziane sprzęty do sprawowania liturgii. Złota świątynia, pomysł zapierający dech w piersiach. Człowiek stawał w niej i wobec niej oniemiały. W 587 r. przed n. Chr. świątynia ta zostaje złupiona i zniszczona przez Babilończyków pod wodzą Nabuchodonozora. Były to jedne z najtragiczniejszych czasów w historii Izraela (zresztą takich czasów przeżył naród ten wiele, aż dziw bierze, że ostał się po tym wszystkim do dziś): lata niewoli i deportacji do Babilonii. Po pięćdziesięciu latach przychodzi wolność. Zorobabel odbudowuje świątynię (515 r. przed Chr. poświęcenie jej na nowo), ale swoją świetność odzyskała ona dopiero za czasów Heroda Wielkiego, który chcąc przypodobać się Żydom i zatuszować swoje zbrodnie rozpoczął budowę świątyni w roku 20 przed n. Chr. Przy jej budowie pracowało ponad 10 tysięcy robotników, którzy ostatecznie ukończyli jej budowę po 80 latach, bo w roku 64 po n.Chr. Lecz nie długo mogli patrzeć Izraelici z dumą na ten „cud świata” jak mawiano, bo już sześć lat później została definitywnie zburzona przez żołnierzy Tytusa, tak że nie pozostał kamień na kamieniu, jak przepowiedział Pan Jezus (por. Mk 13,2 lub Łk 23,28-30). Podobnież Tytus chciał ją oszczędzić, ale jeden z żołnierzy wrzucił do wnętrza zapaloną pochodnię i ogień zniszczył wszystko z wyjątkiem Menora - świecznika siedmioramiennego, który Tytus triumfalnie zawozi do Rzymu. W roku 135, wybucha drugie powstanie żydowskie, co staje się powodem decyzji imperatora Hadriana o zniszczeniu na zawsze symbolu buntu i odrębności Żydów. Profanuje miejsce święte wznosząc na nim świątynię poświeconą Jowiszowi. A Żydom po dzień dzisiejszy pozostał fragment murów z czasów Heroda zwany Murem Płaczu , co też jest miejscem spornym między Żydami i Arabami, bo tamtędy według tradycji islamu miał przejeżdżać prorok Mahomet na swym koniu zwanym al-Burak.
Pierwsi chrześcijanie traktowali wzgórze Moria jako miejsce przeklęte. Obszar świątynny pozostawał przykryty wielką ilością gruzu aż do inwazji arabskiej w VII w. Tradycja islamska mówi, że właśnie stąd prorok Mahomet razem ze swym wierzchowcem miał zostać wzięty do nieba, więc na miejscu dawnej świątyni wybudowali jeden z najpiękniejszych i najważniejszych meczetów Konstrukcja obecna, która stanowi niejako kontynuację meczetu przypisywanego kalifowi Omarowi, została wzniesiona w roku 691 przez kalifa Abd al Malika. Kopuła Skały, zwana niesłusznie Meczetem Omara, cieszyła się szczególnymi względami kalifa. Chciał on uczynić z Jerozolimy miasto ważniejsze nawet od Mekki. Angażując w budowę wszystkie fundusze, które zdobył w ciągu siedmiu lat w Egipcie, uczynił z meczetu prawdziwe dzieło sztuki Islamu mogące śmiało rywalizować pod względem ważności z kaabą czy też z grobem proroka w Medynie.
Jedynie na krótko w 1099 r. Krzyżowcy przekształcili Kopułę Skały, zwaną też niezbyt szczęśliwie Meczetem Omara, w świątynie chrześcijańską o nazwie Templum Domini („Świątynia Pańska”), powierzając sprawowanie w nim kultu kanonikom św. Augustyna. Jednak w r.1187, gdy Jerozolima została zdobyta, przechodząc pod władzę Saladyna, złocony krzyż wznoszący się nad wzgórzem Moria został usunięty i odtąd znowu nad wzgórzem Moria panuje niepodzielnie muzułmański półksiężyc.
Może więc teraz słysząc o niepokojach między Żydami i Arabami, w związku ze świętym miastem czy świątynią zrozumiemy bardziej gdzie leży przyczyna tych niepokojów pomiędzy bądź co bądź kuzynami (por.Rdz 21,14 nn). Może na tym również polegać miała misja przychodzącego do świątyni Dziecięcia, by pogodzić zwaśnionych od wieków kuzynów....
Rozstajemy się z tobą o miasto święte i Świątynio, której Panem jest Jezus Chrystus, nie po to by zapomnieć, bo jakże cię zapomnieć Jerozolimo? Lecz rozstajemy się, by wracać wraz z dorastającym i dorosłym Jezusem w ciągu następnych lat Jego i naszej działalności....
Via Dolorosa - Droga Krzyżowa
„A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem czaszki” (J 19,17)
Pan Jezus rozpoczyna swoją Drogę Krzyżową od Pretorium aż do Kalwarii. W każdy piątek roku, szczególnie w Wielkim Poście. A już zwłaszcza w Wielki Piątek pielgrzymi odwiedzający Ziemię Zbawiciela przemierzają tę jedyną, niepowtarzalną Drogę. Udział w tej procesji to dla każdego niezapomniane przeżycie to przejmujące misterium, zwłaszcza, gdy jego uczestnik uświadamia sobie, że tędy w dzień naszego zbawienia szedł sam Jezus Chrystus Syn Boży, że pozostawił tu swoje zbawcze ślady na drodze, którą codziennie idzie każdy człowiek. Wyruszamy więc z Jezusem w drogę. Drogę, która tak jak ta, Jezusowa wiedzie krętymi brukowanymi uliczkami Jerozolimy, wije się wśród straganów, rozkrzyczanych kupców, dla których przechodzący tłum jest okazją do zrobienia interesu, Czasami uczestnicy tego jedynego w swoim rodzaju i w swojej formie misterium mijają obojętnych gapiów, dla nich to jeszcze jeden niezrozumiały zwyczaj religijny, może trącący folklorem czy daleką, zamierzchłą przeszłością.. Czasami ktoś z mijanych ludzi patrzy groźnie czy nawet wrogo. Nic się praktycznie przez blisko 2000 lat od tamtej chwili nie zmieniło. Dzisiaj tradycyjnie zaczyna się Drogę Krzyżową w piątek o godz 15,00, w miejscu, gdzie znajduje się dziedziniec szkoły muzułmańskiej i szczęście, że piątek jest dniem świętym dla muzułmanów i popołudnie pozwalają chrześcijanom rozpocząć Drogę w tym właśnie miejscu.
Stacja Pierwsza : Pan Jezus skazany na śmierć -
Pretorium - Wymieniane przez Ewangelistów pretorium , to miejsce, gdzie prokurator rzymski Poncjusz Piłat odbył sąd nad Panem Jezusem i skazał Go na śmierć. Pomińmy milczeniem spory historyków czy było to miejsce, gdzie rezydował pretor i czy znajdowało się ono w twierdzy Antonii, którą rozbudował w czasie rekonstrukcji świątyni Herod Wielki, by móc z jej wież kontrolować Żydów gromadzących się w świątyni . Tu to, jak twierdzą niektórzy historycy, w czasie świąt zatrzymywał się Piłat w obawie przed zamieszkami, bo miał pod ręką garnizon wojska, czasami mieszkał w pałacu królewskim. Ewangelie wspominają o pretorium, - było to miejsce, gdzie rezydował pretor, a więc dowódca garnizonu wojskowego sprawującego władzę militarną nad podbitym narodem. Tradycja chrześcijańska umieszcza je w tym właśnie miejscu, wskazując również Lithostrotos - czyli miejsce brukowane po aramejsku Gabbata - miejsce, na którym skazano Jezusa na śmierć, gdzie wtłoczono Mu na barki krzyż.
A zatem to już
Druga Stacja: Pan Jezus bierze krzyż na ramiona.
Dla upamiętnienia tej tradycji chrześcijanie otoczyli Lithostrotos kaplicami, a ich nazwy są nierozerwalnie związane z Męką Pana naszego Jezusa. Są to: Kaplica Biczowania, Kaplica Skazania na Śmierć i Włożenia Krzyża, Kaplica Cierniem Ukoronowania Łuk i kościół „Ecce Homo”(„Oto człowiek”) . Idziemy razem z Jezusem jego Drogą, towarzyszy nam Jego Matka, umiłowany uczeń i pobożne niewiasty.
Trzecia Stacja Drogi Krzyżowej: Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem.
Stacja ta znajduje się na dnie doliny, na skrzyżowaniu z ulicą, która biegnie od Bramy Damasceńskiej. Rozbita kolumna, oparta o mur budynku arabskiego w stylu tureckim, zamienionego przez franciszkanów na kaplicę, wskazywała do roku 1947 miejsce, w którym zatrzymywano się na modlitwę. Wówczas to dzięki staraniom ks. Stefana Pietruszki-Jabłonowskiego oraz ofiarom żołnierzy i uchodźców polskich podjęto odbudowę oratorium. Wewnątrz znajduje się marmurowa płaskorzeźba Chrystusa upadającego pod krzyżem. W kaplicy są trzy kopuły. Nad wejściem przedstawiona jest Droga Krzyżowa Polaków, a w środkowej kopule polski orzeł. Po lewej stronie od wejścia przymocowany jest do ściany krzyż, który niesiony był przez Polaków w czasie Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek 1941, którzy pod wodzą gen. Andersa dotarli tam z Rosji. Kaplica ta i następna zostały ufundowane przez tych właśnie żołnierzy i ich rodziny jako wotum wdzięczności za ocalenie ze stalinowskiej Rosji.
Stacja czwarta: Pan Jezus spotyka Matkę.
Znajduje się ona przy ulicy. Jest to mała kaplica, zbudowana, podobnie, jak Stacja III, z polskich ofiar. W ołtarzu z białego marmuru, podpieranym przez dwa orły, jest rzeźba przedstawiająca spotkanie Pana Jezusa z Matką. Dziwna jest historia naszego narodu, który sam biedny, będący w tym czasie w niewoli (bo przecież myśl, pomysł, wykupywanie miejsca i w końcu prace nad urządzeniem kaplic trwały w czasach gdy polska była w niewoli; najpierw niemieckiej, później stalinowskiej, a żołnierze polscy będący wtedy w Ziemi Świętej ofiarowali, to co mieli najcenniejszego, złoty krzyżyk czy medalik zdjęty z piersi, które przed wyjściem na wojnę nałożyła im matka, czy też ślubne obrączki, bo chcieli uczcić te miejsca godniej i chcieli wyrazić Bogu swą wdzięczność).
Stacja piąta: Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi.
Samo dotknięcie krzyża było zbawienne dla Szymona, bo jak pisze św. Marek był on ojcem Aleksandra i Rufusa, ludzi dobrze znanych pierwszym chrześcijanom, a więc ludzi obdarzonych łaską wiary. Stację te upamiętnia mała kaplica franciszkańska, położona niezbyt daleko od kościoła Najświętszej Maryi Panny „Spasmos”.
Stacja szósta: Weronika ociera twarz Panu Jezusowi.
W odległości około 80 kroków kaplica grecko-katolicka (melchicka) wskazuje miejsce VI Stacji, gdzie z podziwem i wdzięcznością wspominamy czyn pobożnej i odważnej niewiasty, która, widząc przechodzącego koło jej domu Jezusa skazańca, śmiało rozsunęła wrogi i groźny tłum, by kawałkiem płótna obetrzeć pokryte potem i krwią oblicze Pana. Miłosierdzie i odwaga tej kobiety zostały nagrodzone w cudowny sposób, jak mówi tradycja, na płótnie pozostał wizerunek Chrystusa. Stad też prawdopodobnie pochodzi imię niewiasty: Weronika - vera icona (‘prawdziwy obraz”) Zdarzenie to upamiętnia mozaika w oratorium.
Stacja siódma: Pan Jezus upada po raz drugi.
Począwszy od Stacji VI Droga Krzyżowa pnie się stromo w górę, co musiało być szczególnie uciążliwe dla nadwątlonych sił Pana Jezusa, tak że po raz drugi upadł pod ciężarem krzyża. Dzisiaj idąc drogą krzyżową nie widać tego, gdyż wije się ona wśród straganów arabskich starego miasta, czasami o szerokości zaledwie dwóch metrów, a czasem jeszcze węższa, tak że kupiec, kupcowi z naprzeciwka może prawie że rozmieniać pieniądze nie wstając z miejsca. Tylko coraz krótszy i szybszy oddech u pielgrzymów, a zawłaszcza starszych wskazywać może, iż to nie tylko wzruszenie i przeżycie, ale również droga wznosi się gwałtownie do góry.
Franciszkanie upamiętnili to miejsce niewielka kaplica. W niej znajduje się kolumna o wysokości 7 m. i przekroju 0,75m., pamiętająca najprawdopodobniej czasy Jerozolimy odbudowanej po zniszczeniu przez Tytusa w 70 r. przez Rzymian i nazwanej Aelia Capitolina.
Stacja ósma: Pan Jezus upomina niewiasty jerozolimskie.
Znajduje się ona około 30 m. na zachód od kaplicy Stacji VII i zaznaczona jest czarnym krzyżem, umieszczonym w murze greckiego klasztoru św. Karalambosa. Czyż to nie wymowne, że w miejscu upomnienia przez Pana niewiast jerozolimskich, tylko czarny krzyż wskazuje na to smutne zdarzenie: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i waszymi dziećmi! (Łk 23,28).
W tym miejscu trzeba obejść budynek klasztorny, by wrócić na trasę dawnego przebiegu Drogi, która w czasach Pana Jezusa prowadziła na Kalwarię.
Stacja dziewiąta: Pan Jezus upada po raz trzeci.
Największy i najcięższy upadek spowodowany całkowitym wyczerpaniem Zbawiciela. Najpierw udręka zdrady i zaparcia się ucznia, Konanie w Ogrójcu, Pojmanie, Proces, Więzienie i Sąd, Biczowanie i Cierniem koronowanie, Droga Krzyżowa, to było za wiele dla człowieka. Pan Jezus, znów upada , tym razem już u szczytu Kalwarii. Miejsce to znaczy kolumna wmurowana koło wejścia do koptyjskiego klasztoru, za absydą bazyliki Grobu Pańskiego.
Pięć pozostałych Stacji Drogi Krzyżowej: Odarcie z szat, Przybicie do Krzyża, Śmierć na Krzyżu i Zdjęcie z Krzyża oraz Złożenie do Grobu znajdują się w Bazylice Grobu Pańskiego i w kaplicy Kalwarii.
Kalwaria - święta góra,
na której dokonało się nasze Zbawienie i Bazylika Pustego Bożego Grobu
Bazylika Bożego Grobu obejmuje sobą to wszystko, co rozumiemy jako biblijną Golgotę (Kalwarię), a zatem: wzgórze, na którym Pan Jezus był ukrzyżowany oraz grób, w którym był złożony po zdjęciu z krzyża. Według opisu św. Jana ewangelisty Pana Jezusa ukrzyżowano w niedalekiej odległości poza murami miasta (J 19,20). Lecz kiedy za czasów Cesarza Konstantyna Wielkiego w roku 324 zbudowano pierwszy kościół Bożego Grobu, znajdował się on już prawie w centrum miasta. Stało się to dlatego, że jedenaście lat po śmierci Pana Jezusa, w roku 44, miasto powiększyło swój obszar w kierunku północnym obejmując swym zasięgiem także Golgotę. Oprócz resztek architektonicznych, mogących stanowić pozostałość dawnego muru obronnego, znaleziono także wewnątrz bazyliki groby żydowskie, potwierdza to fakt, iż miejsce to musiało znajdować się poza murami miasta, gdyż według prawa żydowskiego nie można było grzebać zmarłych wewnątrz murów Świętego Miasta.
Burzliwe były losy tego świętego miejsca. Już cesarz Hadrian chcąc zniszczyć religię żydowską i chrześcijańską, nakazał wybudowanie w tym właśnie miejscu świątyni poświęconej Jowiszowi. W ten sposób samo Pan Bóg zadziałał nawet przez zagorzałego wroga chrześcijan i ocalił w świadomości ludzkiej lokalizację tego najważniejszego miejsca dla wszystkich chrześcijan. Kiedy więc Konstantyn Wielki wraz ze swoją matką św. Heleną nakazali zburzyć pogańska świątynię i zbudować przepiękną bazylikę, bez trudu odnaleźli wzgórze Kalwarii, Grób Pana Jezusa, a św. Helena odnalazła , jak głosi tradycja nawet krzyż Chrystusa. Jednak bazylika ta w swojej długiej i pięknej historii przeżywała nie tylko radosne i szczęśliwe chwile, opromienione wiarą przybywających tam pielgrzymów, spotkało ja wiele nieszczęść i klęsk. Najpierw burzą ja w 614 roku Persowie, odbudowana, znów popada w ruinę w roku 1009 za czasów panowania kalifa Hakima. Krzyżowcy ją odbudowują i w 1098 zostaje poświecona. To co widzimy dzisiaj odpowiada kształtowi i formie bazyliki za czasów Krzyżowców. Według „status quo”, które zostało zawarte z Turcją w roku 1852, gospodarzami bazyliki są po dziś dzień katolicy, Grecy prawosławni i Armeni. Syryjscy Jakobici, Koptowie i Etiopczycy otrzymali tylko niektóre uprawnienia. Nie zawsze zgodne ze względu na istniejące różnice jest współżycie między gospodarzami. Ponad to od czasów Saladyna, który udostępnił kościół do sprawowania kultu, prawo opieki nad bazylika posiada rodzina muzułmańska, która ma tez klucze do Bożego Grobu. Wszystkie te zarządzenia i ograniczenia nie ułatwiały również pracy nad restauracją bazyliki. Dopiero w roku 1958 wszyscy współgospodarze bazyliki wreszcie uzgodnili wspólny plan renowacji kościoła. To tak zbudowane kaplice osłaniają miejsca drogie sercu każdego chrześcijanina. Są to: Kalwaria, Rotunda z Bożym Grobem, Kamień namaszczenia, Kaplica Ukazania się Zmartwychwstałego Matce Najświętszej, Kaplica św. Heleny i miejsce znalezienia Krzyża, Kaplica Adama.
Kalwaria
Skała Kalwarii wznosiła się piętnaście metrów nad ziemią i była podobna nieco do czaszki. Na szczycie znajdują się dwie kaplice: grecka usytuowana dokładnie w miejscu ukrzyżowania oraz łacińska, położona w miejscu, gdzie Jezusa obnażono z szat i przybito do krzyża, pośrodku znajduje się maleńki ołtarzyk w miejscu gdzie stała Matka Najświętsza pod krzyżem. Tu znajduje się również miejsce zdjęcia ciała Pana Jezusa z Krzyża i złożenia w ramionach Matki Bolesnej. Pobożni pielgrzymi różnych wyznań chrześcijańskich klękają na tym miejscu całują ze czcią miejsce okolone srebrną płytą, to tu spływała po krzyżu krew Zbawiciela na odkupienie świata. Widać tu również fragment skały Kalwarii, której szczelina skalna, powstała w momencie śmierci Pana Jezusa, gdy ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać (Mt 27,51), pokazywana jest za ołtarzem ukrzyżowania i poniżej w Kaplicy Adama za ołtarzem poświęconym Melchzedekowi
Obydwie kaplice razem zajmują prawie jedną trzecią powierzchni skały Kalwarii. Skała ta jest do dzisiaj widoczna pod ołtarzem poświęconym Matce Bolesnej i w kaplicy Adama. Można jej dotknąć ręką w kaplicy greckiej pod ołtarzem w miejscu, gdzie stał krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa, w na którym dokonało się nasze zbawienie. To tu na Kalwarii miały i mają miejsce Dziesiąta Stacja Drogi Krzyżowej czyli Odarcie z szat Pana Jezusa; Jedenasta: Przybicie do Krzyża i Dwunasta: Śmierć Pana Jezusa Na Krzyżu, oraz Trzynasta - Zdjęcie Pana Jezusa z Krzyża.
Kamień namaszczenia
U stóp Kalwarii , naprzeciw wejścia znajduje się różowy kamień, pachnący wonnym olejem, znajdujący się na tym samym poziomie do posadzka, nad nim zawieszona ogromna ilość lamp liturgicznych greckich. Upamiętnia on obrzęd, dokonany przez Józefa z Arymatei i Nikodema, którzy po zdjęciu z Krzyża ciała Zbawiciela ułożyli je z czcią i zanim owinęli białym całunem, zgodnie ze zwyczajem żydowskim namaścili je wonnościami i olejkami. (J 19,38-40)
Ewangelia mówiąc o zdjęciu ciała Pana Jezusa z krzyża, namaszczenia i złożenia do grobu wspomina , że znajdowały się tam również pobożne niewiasty. Miejsce to, gdzie stały przerażone kobiety znaczy okrągły kamień, znajdujący się w odległości 12 m. od kamienia namaszczenia.
Boży Grób
Ewangelista Mateusz mówi:” Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł.(27,57-60). Tu rozegrała się Czternasta Stacja Drogi Krzyżowej - Złożenie Pana Jezusa do Grobu.
Kaplica Grobu Bożego znajduje się w środku rotundy, pamiętającej w swoich początkach czasy św. Heleny, która oddzieliła grób od reszty wzniesienia, zabudowując go specjalna rotundą. Grób też dzielił losy całej bazyliki. Wprawdzie pozostawał nietknięty aż do 1009 r. Dopiero kalif Hakim każe go zburzyć. Odbudowany wkrótce z nielicznymi przeróbkami (1810) pozostaje do dziś. Nad Grobem Pana Jezusa wznosi się prostokątna kaplica o wymiarach 8,30 długości i 5,90 szerokości i wysokości. Składa się wewnątrz z przedsionka , nazywanego Kaplicą Anioła, to tu miał siedzieć Anioł, który w dniu Zmartwychwstania oznajmił przerażonym kobietom radosną wieść: ”Nie ma Go tu, zmartwychwstał”. Dalej z Kaplicy Anioła pochylając się przez ciasne wejście wchodzimy do właściwego Grobu Świętego. Ma on wymiary 2,07 na 1,93. Ława marmurowa znajdująca się po prawej stronie przykrywa skałę na której złożone zostało ciało Zbawiciela. Tu spoczywało ono od wieczora Wielkiego Piątku do poranka Niedzieli Wielkanocnej. Klękamy z wiarą całując wzorem milionów pielgrzymów odwiedzających to święte miejsce i modlimy się:
Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Ciebie.
Żeś przez Mękę i Śmierć Swa świat odkupić raczył
I nie zapominajmy o orędziu Anioła, o tym co ujrzeli Piotr i Jan i Magdalena po przybyciu do Grobu, czego i myśmy dzisiaj doświadczyli:
„Dlaczego szukacie żywego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał.”(Łk 24,6)
Kaplica św. Heleny miejsce znalezienia Świętego Krzyża
W najniższych partiach Bazyliki Grobu, tuż za Kalwiaria, a nawet można powiedzieć, że pod wzgórzem znajduje się miejsce znalezienia Relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Trzeba minąć kaplicę znajdująca się w miejscu Dzielenia Szat Pana Jezusa i zejść po schodach na niższy poziom do kaplicy Krzyża Świętego albo świętej Heleny należącej do Ormian. Kopuła i sklepienie kaplicy wspiera się na czterech masywnych kolumnach zakończonych bizantyńskimi kapitelami., które sięgają czasów XI w. Na środku znajduje się ołtarz poświęcony św. Helenie, która zlokalizowała i zachowała dla pamięci następnych pokoleń miejsca związane z Męką Pana Jezusa i odnalazła Krzyż, na którym Chrystus został ukrzyżowany. Ołtarz po lewej stronie kaplicy poświęcony jest św. Dyzmie - „dobremu łotrowi”, któremu konający Zbawiciel obiecał: dziś ze mną będziesz w raju (Łk 23,43). Skręcając w kaplicy na prawo schodzimy znów schodami w dół na najniższy poziom, a właściwie do nieużywanej już starej cysterny na wodę ( w starej Jerozolimie wiele było takich cystern, w których gromadzono wodę w porze deszczowej na czas suszy) W tej to cysternie na początku IV w. odnaleziono trzy krzyże: Pana Jezusa i dwóch łotrów. Drzewo Krzyża Świętego rozpoznać miała św. Helena i biskup Jerozolimy Makariusz dzięki cudowi uzdrowienia czy właściwie wskrzeszenia umierającej kobiety.
Prace archeologiczne prowadzone przy okazji odnowienia kaplicy odkryły rzymskie pochodzenie cysterny, która została przerobiona w XI w na sanktuarium. Na ścianach zaś wschodniej i północnej odkryto fragmenty fresków pochodzących z XI i XII w.
W centrum kaplicy znajduje się kamienny ołtarz a nad nim wykonana z brązu statua św. Heleny, na prawo od ołtarza za niewielkim ogrodzeniem jest miejsce, gdzie znaleziono Krzyż. Miejsce to, jak wykazały prace archeologów czczone było już od XI w.
Gospodarzami i właścicielami Sanktuarium Znalezienia Drzewa Krzyża Świętego katolicy obrządku łacińskiego, a opiekują się kaplicą, tak jak innymi miejscami uświęconymi obecnością Pana Jezusa Ojcowie Franciszkanie.
Tu w kaplicy Znalezienia Krzyża Świętego kontemplujmy to drzewo, na którym zawisło nasze zbawienie . Spójrzmy na całe bogactwo nauki płynącej z Krzyża, który dla Żydów był zgorszeniem, dla pogan głupstwem, dla nas zaś mocą Bożą (1 Kor 1,23). Jeżeli więc ani Pan Jezus, ani potem Jego uczniowie nie złagodzili wcale skandalu Krzyża (choć nawet dzisiaj dla wielu jest on wciąż zgorszeniem czy nawet skandalem - np. zielonoświątkowcy, świadkowie Jehowy), to dlatego, że kryjąca się za nim tajemnica nadawała mu głęboki sens. Krzyż nie jest już jedynie znakiem cierpienia, mającym co prawda swój sens dzięki Bożym planom i dzięki zbawczym skutkom, które spowodowało Według nauki św. Jana Ewangelisty Krzyż Jezusa jest antycypacją chały Bożej, Jezus triumfuje właśnie w momencie swego cierpienia. W janowym opisie męki Jezus zdaje się zbliżać do cierpienia, jakby w pełni swego majestatu. Idzie przez mękę triumfalnie, bo to właśnie poprzez cierpienia założy On Kościół, „ Oddając ducha” (J 19,30) i pozwalając, by z jego boku wypłynęła krew z wodą. Dlatego z wiara patrzymy na Ukrzyżowanego i na Jego krzyż, który jest żywym znakiem zbawienia. Podobnie patrzy na krzyż Apokalipsa uważając go za „zbawcze drzewo” za drzewo życia, czy „drzewo dające życie”(Ap 22,2.14.19). Los ucznia powinien być taki sam jak Chrystusa. Zresztą sam Jezus tego również wymaga: „Jeśli kto chce pójść za mną, nich zaprze się samego siebie, niech weźmie swój krzyż i naśladuje mnie”(Mt 16,24) Uczeń nie powinien umierać sobie samemu: krzyż, który dźwiga, jest znakiem, że umiera dla świata, że zerwał wszystkie dotychczasowe więzy natury, że zgodził się na to, by być prześladowanym, a może nawet i pozbawionym życia (Mt 23,24). Równocześnie jednak krzyż ten jest oznaką już zapoczątkowanej chwały (J 12,26). Kto tego nie zaakceptuje całym sercem, całym swoim jestestwem, kto tego nie przyjmie, nigdy nie zrozumie ani prawdy płynącej z krzyża Jezusa, ani prawa Krzyża, ani jego mądrości. Tak bo Krzyż, te dwie skrzyżowane belki, z których pionowa wskazuje nam kierunek i cel naszego życia, pozioma zaś środki wiodące do tego celu, jest jedyna mądrością człowieka. Jeśli więc go człowiek nie przyjmie i przeciwnie, będzie się męczył i błąkał, uciekał do coraz to nowych metod, rozwiązań swoich problemów, szarpał się i nic nie osiągnie. Tymczasem rozwiązanie jest tak proste, że aż bolesne. Trzeba tylko powiedzieć TAK Krzyżowi Jezusa. „Witaj Krzyży jedyna nasza nadziejo i zbawienie, witaj !” Dzięki mądrości płynącej z krzyża każdy człowiek, jak pisze św. Paweł, staje się za przykładem Jezusa pokorny i posłuszny aż do śmierci - a śmierci krzyżowej ( Flp. 2,1-8). A ci, którzy nie przyjmują Krzyża Chrystusa lub go odrzucają „krzyżują w sobie Syna Bożego i wystawiają Go na pośmiewisko”(Hbr 6,6)
Bazylika Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny
Nad Górą Syjon, nie daleko Wieczernika dominuje przepiękna, imponująca budowla. Powstała, by uczcić tradycję mówiąca o ostatnich latach ziemskiego życia Najświętszej Maryi Panny. Tradycję odzwierciedloną także w licznych apokryfach (pisma o treści religijnej z czasów Starego i Nowego Testamentu, zwane „ukrytymi”, które nie zostały zaliczone do kanonu Pisma św., służyły najczęściej zaspakajaniu religijnej ciekawości pobożnych wiernych, dostarczają one jednak miarodajnego materiału do poznania środowiska biblijnego). Otóż według jednego nurtu tejże starożytnej i czcigodnej tradycji Matka Najświętsza spędziła resztę swego ziemskiego życia w tym samym domu nieznanego z imienia ucznia Pana Jezusa, który udzielił swego mieszkania na Wielki Czwartek tam też miał zatrzymywać się Jezus na święta Paschy, gdy przebywał w Jerozolimie, tam miała się odbyć Ostatnia Wieczerza, w jego domu mieli się schronić Apostołowie po tragedii Wielkiego Piątku, tam miał się im ukazać Jezus po swoim zmartwychwstaniu wieczorem, tam mieli przebywać po Wniebowstąpieniu i tam miało nastąpić Zesłanie Ducha Świętego. Tradycję tę potwierdza również patriarcha Sofroniusz, który sprawował władzę pasterska w Jerozolimie na początku VII w. W słowach zachwycającej ody, poświeconej potędze „Świętego Syjonu” wspomina kamień, Na którym miała spocząć przed śmiercią Najświętsza Maryja Panna. Jej czci poświecili w XII w bazylikę krzyżowcy, kiedy jednak na skutek podboju Jerozolimy przez mahometan popadła ona w ruinę i sanktuarium zostało opuszczone.
Stan taki trwał prawie 800 lat do czasów kiedy cesarz niemiecki Wilhelm II (1898 r) w czasie zwiedzania miejsc świętych otrzymał tan teren w darze od sułtana Abdul Hamida i podarował go katolikom. Na tym miejscu już w 1900 r. położono kamień węgielny i bardzo szybko zbudowano przepiękną bazylikę z białego kamienia. Bazyliką opiekują się ojcowie benedyktyni niemieccy.
Bazylika składa się z potężnej wieży, rotundy o stożkowatym dachu i klasztoru. Całość przypomina wyglądem średniowieczną twierdzę. Absyda, posadzka i boczne kaplice kościoła górnego lub głównego, jak kto woli, ozdobione są wspaniałymi mozaikami o tematyce maryjnej oraz dekoracjami z brązu. Mozaika w absydzie przedstawia Maryję z Dzieciątkiem, mozaika posadzki w prezbiterium i centrum kościoła ukazuje symbole Trójcy Przenajświętszej, znaki zodiaku i miesiące. W krypcie zaś zbudowanej na planie koncentrycznym widać ołtarz Zaśnięcia najświętszej Maryi Panny, przed ołtarzem figura Matki Bożej zapadającej w sen z brązowego marmuru w otoczeniu postaci przedstawiających święte niewiasty ze Starego Testamentu. Należy tu jeszcze wspomnieć, iż drugi nurt starożytnej tradycji umieszcza Matkę Najświętszą spędzającą ostatnie lata swego ziemskiego bytowania w Efezie w Azji Mniejszej, u boku świętego Jana Umiłowanego Ucznia. Tam Jan duszpasterzował po opuszczeniu Jerozolimy w czasie prześladowań chrześcijan jerozolimskich za króla Heroda Agrypy I, kiedy to okrutny władca kazał ściąć św. Jakuba, jego brata (około 43/44)
Mówi jednakże ta tradycja również o podobnych okolicznościach odejścia Maryi z tego świata, a więc o zaśnięciu Matki Bożej, o złożeniu do grobu, o pustym grobie i Wniebowzięciu. Na miejscu zaś ciała miały pozostać świeże kwiaty, symbol życia. Domek efeski miał zostać później cudownie przeniesiony do Loreto we Włoszech.
No cóż, nie ma się co dziwić, że każdy naród chrześcijański chciał mieć Matkę Najświętszą u siebie. Najlepszym tego dowodem są liczne sanktuaria Jej poświęcone i rozsiane po całym świecie i liczne wizerunki Maryi wyobrażające Ją jako jedną z córek tego właśnie narodu, Spotykamy więc Maryję jako Czarną Madonnę, jako Madonnę białolicą, w stroju indiańskim czy w japońskim kimonie ze skośnymi oczami. Jak by nie była jednak przedstawiona, wszystkim swoim dzieciom czarnym i białym, żółtym i czerwonoskórym, jest jednakowo bliska i pokazuje wciąż niestrudzenie, że jest naszą Matką.
Góra Syjon
„Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie z Jeruzalem” ( Iz 2,3)
Nazwa wzgórza (hebr. Gion) oznacza wyniosły, wysoki. Pierwotnie tym określeniem oznaczano południowo-wschodnie wzgórze Jerozolimy, na którym znajdowała się dawna twierdza Jebuzytów zdobyta przez Dawida i nazwana dlatego też Miastem dawidowym (2Sm 5,7). Gdy za panowania Salomona w granicach Jerozolimy znalazło się także wzgórze północno-wschodnie, na którym zbudowano rezydencję króla i świątynię, wówczas górę świątynna i całe miasto zaczęto nazywać Syjonem (2Krl 19,31; Ps 51,20) Syjon to święta Góra Izraela jak mówią psalmiści i prorocy (Ps 2,6; 48,3; Iz 31,4), która sobie wybrał sam Bóg Jahwe (Ps78,68) na mieszkanie swoje (Ps74,2). W przepowiadaniu swoim prorocy mówią o Syjonie jako stolicy mesjańskiego czasu zbawienia (Iz 2,2-4; 4,5; 10,12; Jl 4,16n.21).Była to góra, której wcale nie zbudował człowiek po to, by wdrapać się do nieba, jak w przypadku wieży Babel; było to wzgórze, wspaniałe wzniesienie, które sam sobie Jahwe wybrał wśród stromych gór. Podczas gdy inne mogą zapaść się w morze Syjon jest miejscem schronienia pewnym (Jl3,5) i niewzruszonym (Ps 125,1)
Człowiek nie powinien więc się przechwalać i mówić: ”Wstąpię na niebiosa, powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron. Zasiądę na Górze Obrad, na krańcach północy, Wstąpię na szczyty obłoków, podobny będę do najwyższego” (Iz 14,13n) To jest szczyt pychy, pychy, która zgubiła upadłe anioły, która zgubiła pierwszych rodziców, którzy chcieli być jak Bóg. Wtedy właśnie stworzenie spada w głębokość otchłani. Bóg sam ustanawia swego króla na Syjonie, świętej górze swojej, na górze Moriah (2Krn 3,1 por. Rz 22,2). To właśnie na tę górę, tak bogata w Boskie wspomnienia, powinien wstępować wyznawca Jahwe (Ps 243) śpiewając „pieśni wstępowania” (Ps 120 -134); powinien też wracać tam ciągle na nowo (Ps 43,3) w nadziei pozostania z Panem na zawsze (Ps 15,1; 74,2) Góra Syjon jest miejscem, do którego Bóg odszedł, jako do swego prawdziwego sanktuarium (Ps 68,16nn).
W przeciwieństwie do Synaju, który tkwi cały w przeszłości, góra Syjon zachowuje wartość eschatologiczną. „ Góra świątyni Jahwe mocno stanie na najwyższych górach i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy tam się udadzą i rzekną: Dalejże, wstąpmy na Górę Jahwe” (Iz 2,2), na ową górę świętą. Jahwe Bóg będzie tam królem (Iz 24,23). On przygotuje na owej górze ucztę dla wszystkich rozproszonych i teraz ponownie zgromadzonych, a nawet dla pogan. Ostatecznie więc, gdy cały kraj zostanie przekształcony w równinę, Jerozolima zostanie wywyższona, trwając niewzruszenie na swoim miejscu. Wszyscy będą wstępować na górę , by pozostać tam na zawsze. Taka jest symbolika i teologia Góry Syjon w Starym Testamencie.
Dla autorów zaś Nowego Testamentu Góra Syjon jest symbolem nieba (Mt 21,5; J 12,15; Rz 9,33; 11,26; Hbr 12,22 1 P. 2,6 i Ap 14,1). W Apokalipsie ukazany jest Baranek - Chrystus, który przy końcu świata znajdzie się na górze Syjon, zapanuje nad nią jako Król Królów i Pan Panów (Asp19,16). Dla autora Apokalipsy Góra Syjon już spełniła swoje zadanie, tak jak w przeszłości Góra Synaj i jest już tylko miejscem, punktem obserwacyjnym, z którego ogląda się Jerozolimę zstępującą z nieba (Ap 21,10). Podobnie jak i świątynia spełniła swoje zadanie bo, gdy nadejdzie nowa ziemia i nowe niebo już tylko Bóg i Baranek będą Przybytkiem i świątynią i światłem i wszystkim (Ap 21,22).
Gdy chrześcijanie po zburzeniu Jerozolimy osiedlili się na wzgórzu zachodnim, gdzie dziś znajduje się Wieczernik, który dla nas chrześcijan stanowi Kościół Matkę, wzgórze na którym znajdował się Wieczernik zaczęto utożsamiać z biblijną Górą Syjon. Nazwę te przeniesiono na Kościół, który zaczęto nazywać Świętym Syjonem. Odtąd utrwaliło się nazewnictwo geograficzne, które sprawia, że Syjon chrześcijański nie jest tożsamy z Syjonem Starego Testamentu.
Dla nas chrześcijan odwiedzających święte miasto Jeruzalem Góra Syjon wiąże się przede wszystkim z Wieczernikiem, Bazyliką Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Tam stał dom Kajfasza, gdzie miał miejsce proces Pana Jezusa, w podziemiach tegoż budynku pokazuje się „więzienie Chrystusa”, w którym miał spędzić noc przed Męką (Mt 26,57-68) i na dziedzińcu tego domu miało miejsce zaparcie się Piotra (Mt 26,69-75). Są to miejsca prowadzące nas do Jezusa i do Boga. To kolejne przystanki na drodze naszego pielgrzymowania do wiecznego Jeruzalem, na spotkanie z Barankiem i Bogiem.
Czy wielbłąd może przejść przez ucho igielne? czyli „Ucho Igielne” i inne bramy Jerozolimskie
„Dzieci , jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mk 10,24-25)
Co miał na myśli Pan Jezus używając porównania o przechodzeniu wielbłąda przez ucho igielne ? Zastanawiali się i zastanawiają po dziś dzień egzegeci oraz różni komentatorzy Pisma św. Byli tacy, którzy chcieli rozumieć ten tekst dosłownie, mówiąc, że jak niemożliwe jest aby wielbłąd przeszedł przez najmniejszy otwór w narzędziu człowieka starożytności, tam niemożliwe jest aby bogacz dostał się do nieba. Nie brak było i takich, którzy widzieli w tym obrazie przenośnię czy tez porównanie do jednej z najmniejszych bram w murach Jerozolimy przez którą objuczony wielbłąd nie mógł się przedostać.
A co na ten temat sama architektura murów miejskich oraz historia i archeologia?
Mury dzisiaj okalające najstarszą część Jerozolimy, które uderzają pielgrzymów swoją wspaniałością, potęgą i pięknem, były wielokrotnie przebudowywane. Mówi się przynajmniej o trzech wielkich murach z czasów świetności tego miasta, ich datacja sięga czasów króla Dawida (1100 -970 przed Chr.), z czasów następujących po odbudowie świątyni po niewoli babilońskiej (Nehemiasz 445-443 przed Chr. otrzymał zgodę na odbudowę murów przed Chr.) i w końcu z czasów herodiańskich (40-44 po Chr.), ich lokalizacja do dziś zajmuje żywo archeologów. Obecne mury w swoim kształcie i wyglądzie pochodzi z XVI w. z czasów panowania Sulejmana Wspaniałego. Całkowity obwód murów wynosi 13 km, a wysokość około 13 m. Znajduje się w nich 34 wieże i osiem bram: na zachodzie Brama Jafy albo Hebronu (Bab al.-Chalil); na południu Brama Dawida (Bab an-Nabi Dawud) i Brama Murgrabiów (Bab al.-Murgharba), zwane również Bramą Syjońską i Bramą Gnojną; na wschodzie Brama Maryi (Bab Sitti Mariam) lub Brama Lwów ( zwana również Bramą św. Szczepana); na północy Brama Heroda (Bab az-Zahira), Brama Damasceńska (Bab al.-‘Amud) i Brama Nowa (Bab al.-Dżadid). Ósma jest zamurowana przez Turków w 1530 r. to Brama Złota lub zwana piękną.
A oto charakterystyka bram, które na to zasługują swoim pięknem lub szczególnym znaczeniem, które odegrały w historii Świętego Miasta:
Brama Damasceńska - to przykład XVI wiecznej architektury, zbudowana za czasów
tureckich. Po dziś dzień to jeden z najruchliwszych i najważniejszych obiektów starego miasta. O każdej porze dnia i roku można tam doświadczyć barwnego, typowo orientalnego widowiska. To tu przelewają się różnobarwne tłumu kupców, pielgrzymów, turystów z całego świata, tu zaczyna się jerozolimski bazar pełen tajemniczego piękna, aromatu i niebezpieczeństwa, tu wchodzi się również do części arabskiej starego miasta, w którym dla nas chrześcijan umiejscowione są prawie wszystkie najważniejsze miejsca związane z męką i Zmartwychwstaniem naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jak wykazały prace wykopaliskowe została ona wzniesiona na innym murze pochodzącym z epoki rzymskiej, a fundamenty zbudowane są z wielkich bloków skalnych w stylu herodiańskim. Archeolodzy sądzą, że właśnie tutaj, w murze wzniesionym przez Heroda Agryppę w roku 44 po Chr., czyli w „trzecim murze” zgodnie z opisem Józefa Flawiusza, znajdowała się brama z „Wieżami Niewiast” po bokach.
Brama Heroda - jej oficjalna nazwa „Brama Kwietna”. Obecna nazwę otrzymała dopiero w XVI w. ponieważ pielgrzymi uważali mameludzką budowlę wewnątrz murów, w pobliżu franciszkańskiego klasztoru Biczowania, za pałac Heroda Antypasa. Oryginalne wejście znajduje się we wschodniej fasadzie wież. To właśnie tam krzyżowcy założyli swój pierwszy przyczółek na murach w południe 15 lipca 1099 r.
Brama Nowa to trzecia brama od północnej strony. Nie należy ani do najstarszych bram, ani nawet do tych z czasów Sulejmana. Otwarta dopiero w 1887 r. przez sułtana ottomańskiego Abdul Hamida II, aby ułatwić wjazd do Starego Miasta od strony nowych dzielnic rozwijających się na północ od muru miejskiego.
Brama Jafy lub Hebronu, która znajduje się w zachodniej części murów. Nazywana również „Brama Przyjaciela” - to aluzja do Hebronu, który swą arabską nazwę wziął od Abrahama, „przyjaciela Boga”. I znów w architekturze tej bramy i murów do niej dochodzących przeplata się okres herodiański z tureckim, a dokładniej w warstwach spodnich w fundamentach odnaleźć można bloki skalne, których używało się do budowy w czasach tzw. „trzeciego muru” Zgodnie z legendą, w grobach znajdujących się za ogrodzeniem z kutego żelaza w bramie na lewo spoczywają dwaj architekci skazani na śmierć przez Sulejmana Wspaniałego za to, że pozostawili poza murami miasta Górę Syjon.
Brama Syjonu - dochodzimy do niej posuwając się wzdłuż murów ku południowi . Jak widać brama ta zawdzięcza swoja nazwę temu ,że stanowi ona drogę z miasta na Górę Syjon. Arabowie nazywają ją „Bramą proroka Dawida”, biorąc za podkład legendę wskazująca jego grób właśnie na tej górze. Ślady kul na licu bramy wskazują na intensywne walki o Dzielnicę Żydowska w 1948 r. Prace wykopaliskowe prowadzone na odcinku między Bramą Syjony a Bramą Gnojną ukazują nam pozostałości ze wszystkich okresów historii miasta.
Brama Gnojna - jej oficjalna nazwa brzmi „ Brama Murgrabiów”, ze względu na fakt, iż w XVI w. żyli w tej części miasta imigranci z północnej Afryki. Mały ottomański łuk widoczny powyżej współczesnego nadproża wskazuje, że oryginalna brama była dużo mniejsza, stanowiła rodzaj furtki. Jordańczycy poszerzyli ją, by umożliwić ruch uliczny, w ciągu dwudziestu lat (1947-67), gdy Brama Jafy była zamknięta przez linię graniczną
Brama św. Szczepana - jedyna czynna brama łącząca stare miasto z Dolina Cedronu i okolicami Góry oliwnej, tędy najprawdopodobniej bardzo często musiał chodzić Pan Jezus ze swoimi uczniami, a może korzystał z Bramy Złotej. Sulejman nazwał wschodnią bramę miasta „ Brama Jordanu”, ale nazwa ta nigdy się nie przyjęła. Wcześniej znajdowała się najprawdopodobniej na tym samym miejscu Brama zwana św. Szczepana i ta nazwa zachowała się do dziś. Nazwa hebrajska, Brama Lwów, nawiązuje do emblematów mameludzkiego sułtana Bajbarsa (1260-77), które po obu stronach umieścili architekci Sulejmana. Zgodnie z lokalną legendą przedstawiają one lwy gotowe do pożarcia ojca Sulejmana, pierwszego ottomańskiego sułtana Selima I (1512-20), gdyby zrealizował swój plan zniszczenia Jerozolimy.
Brama Złota - posuwając się na południe wzdłuż murów od bramy św. Szczepana dochodzimy do widocznej z dala pięknej lecz zamurowanej bramy. Pierwotnie nazywała się ona właśnie Piękną (po grecku Horaia) ale zniekształcono wymowę grecką na Aurea - złota i tak już po dzień dzisiejszy zostało. Przy Bramie Pięknej św. Piotr uzdrowił chromego od urodzenia (Dz 3,2). Brama o tej nazwie znajdowała się jednak wówczas bardziej na zachód, przy wejściu wiodącym na dziedziniec pogan. Od IV w. z ta właśnie bramą wiązano wspomnienie uzdrowienia chromego przez św. Piotra, w VI w. dołączono doń tradycję o spotkaniu św. Joachima i Anny., od VII w. z ta brama wiązano triumfalny wjazd Pana Jezusa w Niedziele palmową, a od VIII w. powrót cesarza Herakliusza z drzewem Krzyża św.., odzyskanym w walce z Persami. Muzułmanie zamurowali jej podwójna wnękę i nawiązując do proroctwa Ezechiela (Ez 44,1-3), uważają, że zostanie ona otwarta dopiero w chwili przybycia Jezusa lub jakiejś innej postaci apokaliptycznej. Tylko jak ta postać tam przybędzie zastanawiają się przewodnicy żydowscy z kolei, bo przed brama od strony wschodniej rozłożył się cmentarz muzułmański, a nie godzi się aby prorok chodził po cmentarzu według Koranu.
Bogata jest zatem i historia i symbolika bram jerozolimskich, piękna skomplikowana i zachwycająca jak one same. Co zatem mógł mieć Chrystus Pan na myśli mówiąc o „uchu igielnym”? Czy była taka brama? Może i tak, bo i dziś istnieją ślady maleńkich bram czy raczej furtek. Abyśmy jednak pełniej mogli zrozumieć wymowę tego tekstu, prześledźmy jeszcze treści biblijne wiążące się z pojęciem bramy lub drzwi.
Brama (drzwi) - Bóg może uwięzionym otworzyć drzwi (Dz 16,26); również głoszeniu Ewangelii przez apostołów On musi otworzyć bramy (2Kor 2,12). Sam Chrystus stoi „u drzwi” i kołacze (Ap 3,20). - Wąskie są drzwi, które prowadzą do życia (Łk 13,23); ten, kto przez nie wchodzi, będzie kiedyś wyczekiwał przed zamkniętymi drzwiami (Łk 13,24-27). Chrystus jest Tym, który otwiera drzwi; On ma „klucz Dawida” (Ap 3,7n). W J 10,9 Jezus nazywa siebie bramą. On jest po prostu bramą, którą prowadzi do życia.
„Ucho igielne” może oznaczać małą bramę w murach Jerozolimy, a może i nie. W mowie skierowanej przeciw bogatym wskazuje jednak na kontrast między uchem igielnym, najmniejszym otworem, a wielbłądem, największym zwierzęciem w Palestynie, które ma przejść właśnie przez nie - co daje do zrozumienia, że nie jest możliwe, żeby bogaty, który przylgnął do Mamony, wszedł do królestwa Bożego.
„Ucho igielne”- wyrażenie to oznacza najmniejszy otwór, jaki można sobie wyobrazić, i przypisywane jest Jezusowi (Mk 10,25), który miał powiedzieć, że wielbłąd, największe spośród zwierząt w Palestynie, łatwiej przejdzie przez ucho igielne, niż człowiek bogaty wejdzie do królestwa Bożego. Owo zaskakujące stwierdzenie łagodzą następne słowa Jezusa, że „ u Boga wszystko jest możliwe”. Całe to opowiadanie zwraca uwagę na różnicę między ludzkim działaniem, a łaską Bożą. Niektórzy egzegeci patrystyczni nie interpretują tego wyrażenia jako metafory, odczytując zamiast wyrazu kamelos (wielbłąd) - kamilos (lina). Porównania talmudyczne pozostają jednak przy obrazie zwierzęcia i mówią o słoniu przechodzącym przez ucho igielne, jako o czymś niemożliwym. Średniowieczne zamiłowanie do alegorii moralnej, zrodziło sugestię, że wyrażenie „ucho igielne” odnosi się do wąskiej bramy dla pieszych, przez którą wielbłąd mógłby się przecisnąć dopiero po zdjęciu z niego obciążenia i siodła, ale taka interpretacja wydaje się nieuzasadniona, ponieważ nie ma świadectwa potwierdzającego istnienie bramy o takiej nazwie. Ale czy to, że brak świadectw pisanych o istnieniu bramy o tej nazwie może również być dowodem przeciwko jej istnieniu w gwarze ludu, a taka tez Pan Jezus się posługiwał. Co więc nam pozostaje, chyba każdy musi rozstrzygnąć sam czy biblijne „ucho igielne” będzie dla niego bramą wiodącą do niebieskiego czy ziemskiego Jeruzalem.
Galilea
Można powiedzieć, że tam w Galilei się wszystko zaczęło.
„Lecz on rzekł do nich: Nie bójcie się. Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział.” ( Mk 16,6-7)
Czy jest ta kraina, która sobie nasz Pan Jezus Chrystus obrał jako swoją „małą ojczyznę”. Czy jest to najpiękniejszy zakątek na ziemi, czy żyją tam najlepsi i najszlachetniejsi ludzie? Czym sobie zasłużyła ta ziemia, by na niej najdłuższy okres ze swego ziemskiego życia spędził Pan Jezus? Kraina, jak wiele zakątków na ziemi jedyna i niepowtarzalna w swoim rodzaju. Piękna, jak każde dzieł Stwórcy, zachwycająca tym co boskie, przerażająca czasami ty, co ludzkie. Przecież nie nadaremno Żydzi pogardliwie mówili o niej „Galilea pogan”, podobnie jak Natanael, bądź co bądź prawy i porządny Żyd o którym sam Jezus powiedział, że nie ma w nim podstępu, mawiał: „cóż może być co dobrego z Nazaretu.”(J 1,45-50) Czym więc sobie zasłużyła ta kraina by gościć Syna Bożego i być świadkiem największej ilości jego znaków i cudów, to tam ukazywał się również Pan po swym zmartwychwstaniu, to tam otrzymał Piotr władzę pasterską. To tam po dzień dzisiejszy Jezioro Galilejskie szmerem fale opowiada najpiękniejsze Jego przypowieści, to na wzgórzach galilejskich łany pszenicy i osty na miedzy opowiadają przecudna przypowieść o siewcy, a patrząc z góry Ośmiu Błogosławieństw, w szumie liści drzew figowych i palm usłyszeć można słowa Mistrza z Nazaretu: „Błogosławieni ubodzy, którzy się smucą, cisi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca, którzy wprowadzają pokój, którzy cierpią prześladowanie.....Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”(Mt 5,1-12)
Trudno mówić o zasługach, to tak jak z łaską darmo daną człowiekowi przez Boga. Bo czymże sobie stworzenie może zasłużyć na przyjaźń Stwórcy, na jego miłość i błogosławieństwo. N I C Z Y M. On przecież okazuje łaskę komu chce, wybiera, kogo chce, jest niczym nieskrępowany w swoich wyborach. Wybór Boży nie zależ od tego, kto go chce lub o niego się ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie (Rz. 9,15.16). On zbawił nas gdyśmy jeszcze byli grzesznikami i sprawia, że jego słońce świeci nad polami dobrych i złych, a deszcz skrapia je również. Człowiek żaden, i żadna kraina nie są w stanie nigdy zasłużyć na dar Bożego wybrania. To Jego wola to sprawiła. Tym straszniejsza jest więc odmowa z naszej strony na zaproszenie Boga do przyjaźni. Dlatego też Chrystus również mimo ciepła słów o przyjaźni wypowiada swoje biada pod adresem mieszkańców tej krainy, za to, że nie pokutowały i nie rozpoznały znaków swego nawiedzenia. A zatem pozostały nieme i głuche na Boże zaproszenie do przyjaźni (por. Mt 11,2-24).
Galileo! Szczęśliwa i tragiczna kraino. Ziemia to jak koło czy okrąg ( bo to znaczy sama nazwa ), leżąca między doliną Jordanu a równiną wybrzeża Morza Śródziemnego, między pasmem górskim położonym na zachód od jeziora Hule a północną granica Samarii. Na topografie krainy składają się wzgórza, które nie stanowią jednego łańcucha, ale tworzą niewielkie zgrupowanie przedzielone urodzajnymi dolinami. Największą z nich jest dolina Asochis na północ od Nazaretu, inne przylegają od zachodu do jeziora Genezaret Najwyższy szczyt w Galilei Górnej to Dźebel Dżermak (1199 m.n.p.m), a w Galilei Południowej czyli Dolnej, Góra tabor (562m.). Na stokach Galilei rozsiane są liczne miasteczka i wioski, znane z Ewangelii: Nazaret, Kafarnaum, Korozain, Kana, Nain, Magdala, Megiddo i Bejsan. Przez Galileę wiodły szlaki handlowe do portów Fenicji, Tyru i Sydonu. Galilee od Samarii oddziela obszerna Dolina Ezdrelon, najżyźniejsza dolina Palestyny, stanowiąca swoisty spichlerz całej Ziemi Świętej, to tam żniwa odbywają się dwa razy w ciągu roku. Dolina ta w Starym Testamencie była widownią wielu bitew.
Tak, jak nagle niespokojne i burzliwe potrafiły być fale jeziora Galilejskiego, tak niespokojne i burzliwe były losy tej krainy. W Galilei osiedliły się po objęciu Ziemi Obiecanej pokolenia Neftalego, Asera, Zabulona, Issachara i Dana Po upadku Izraela (721r przed Chr.) liczba izraelskich mieszkańców zmalała; resztę przesiedlono później do Judei ( 1 Mch 5,23) i sprowadzono narody pogańskie, najpierw uczynili to Asyryjczycy, Chaldejczycy, helleniści i w końcu Rzymianie. Od tego czasu właśnie nazywa się ją właśnie„Galileą pogan”, gdyż wskutek przemieszania ludności i osiedlania się tam wielu pogan zmieniały się zwyczaje kultura, religii, a także język. Od tego czasu nawet Żydzi galilejscy rozpoznawani byli zwłaszcza po wymowie (patrz Mt 26,73). Fakt ten również sprawiał że mieszkańcu krainy byli przedmiotem pewnego lekceważenia ze strony pozostałych Żydów. Gdy Arystobul podbił Galileę, zmusił jej mieszkańców do przyjęcia judaizmu. Dopiero za czasów Heroda Wielkiego wróciły tam pokój i dobrobyt. Za panowania jego syna Heroda Antypasa Pan Jezus rozpoczął swoja publiczną działalność w Galilei. W tym samym czasie powstał tutaj ruch religijny judaizmu zwany zelotami (gorliwymi), czekali oni ze szczególną intensywnością na Mesjasza i choć tyle razy obok nich przechodził, o ironio, Go nie rozpoznali. Często też zelotów nazywano popularnie
Galilejczykami. Po wojnie żydowsko-rzymskiej (66-70 po Chr.) wielu nauczycieli udało się z Jerozolimy i Judei do Galilei, która stała się centrum nauki rabinackiej. To tu właśnie zredagowano Misznę czyli naukę przekazana ustnie, jest to przede wszystkim ustne nauczanie rabinów, które pod koniec II w. zostało spisane i później włączone do Talmudu ( który oznacza naukę zwłaszcza zawartą w Piśmie Św. często Talmud nazywało się po prostu Torą czyli Prawem), który również tutaj powstał.. Szczególnie uprzywilejowanym miastem była Tyberiada stolica prowincji leżąca na Jeziorem Galilejskim.
A zatem chodźmy i my do naszej Galilei, aby spotkać Pana. Bo tak jak każdy z nas musi odnaleźć swoją pustynię, aby usłyszeć głos Boga. Tak każdy ma swoją Galileę, nie koniecznie te geograficzną, ale koniecznie tę duchową te w sensie religijnym, która jest jego miejscem spotkania ze Zmartwychwstałym. A czyż i my nie mamy „krewniaków” tam właśnie wśród mieszkańców Galilei. Czyż nie ma w nas coś z rybaka Piotra, którego tak mocno musiał Pan ociosywać w twardej szkole swojej Ewangelii, czy z umiłowanego ucznia Jana, a może z ciągle pytającego i szukającego Filipa, bądź sceptycznego Tomasza, a może jesteś jeszcze daleko od serca Bożego jak Maria z Magdali, z której gdy Jezus wyrzucił siedem złych duchów stała się Jego dozgonna przyjaciółką. Spójrz na siebie może jak Judasz wciąż liczysz trzos i chcesz przy Mistrzu zrobić karierę ministra finansów. Obyś nie był podobny do ziomków Jezusa z Nazaretu, którzy chcieli Go strącić z góry. Może jak celnik Mateusz pozostawiłeś dostatnie wygodne życie, ciepłą posadę i chcesz iść z Chrystusem w nieznane, a może i w tobie nie ma podstępu jak w Natanaelu, lub jesteś jak św. Józef mąż prawy. Przyjrzyj się dobrze ile jest w tobie cech z mieszkańców Galilei. Tak jak oni spotykasz na swojej drodze przechodzącego Chrystusa, trzeba tylko byś Go rozpoznał.
Nazaret - miasto Świętej Rodziny
Zapraszam do Nazaretu, gdzie Anioł Gabriel zwiastował. I tam, można chyba tak powiedzieć, miał miejsce najpiękniejszy pocałunek nieba z ziemią.
„Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: Nazwany będzie Nazarejczykiem” (Mt 2,23)
Miasteczko białych domów, ustawionych rzędami na przemian z pasami szarej zieleni oliwek i jasnej zieleni migdałowców i fig indyjskich, tworzy cudowny, naturalny obraz. Malowniczo położone pośrodku wzgórz Galilei, urzeka każdego pielgrzyma swoim pięknem do dziś. Wygląd miasta zdaje się korespondować z nazwą miasta która pochodzi być może od hebrajskiego słowa necer i znaczy „latorośl, pęd pączek, a tutaj wygląda jak kwiat Galilei. Zajmuje ono szczególne miejsce w sercu każdego chrześcijanina., bo właśnie tutaj miało miejsce jedno z największych wydarzeń w historii ludzkości, w historii świata. Tu nastąpił ów „zaręczynowy pocałunek nieba z ziemią”. To tutaj w maleńkiej chatce, może przylepionej do zbocza wzgórza, Anioł Gabriel od Boga posłany objawił Najświętszej Maryi Pannie, iż stanie się Matką Zbawiciela świata. To tu właśnie „ Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” - tak głosi napis w centrum Bazyliki Zwiastowania zbudowanej nad ruinami maleńkiej nazaretańskiej chatki, a w niej w środku na posadzce okolonej zadymionym ścianami srebrna gwiazda i słowa: „Verbum caro hic factum est”, co się przekłada „Słowo tutaj stało się ciałem”. To tam mieszkał i pracował jako cieśla jego ziemski opiekun św. Józef, zanim poślubił Maryję. Tam oczekiwali przyjścia na świat Syna Bożego. I tylko rozkaz cezara kazał im iść do dalekiego Betlejem w Judei, gdzie narodził się Pan. Tam zamieszkała Święta Rodzina po powrocie z wygnania egipskiego. Wśród tych właśnie wzgórz Pan Jezus wzrastał w łasce u Boga i u ludzi, nie wyróżniając się niczym szczególnym wśród swoich rówieśników. W Nazarecie pracował później Jezus jako rzemieślnik, św. Łukasz nazywał go będzie synem cieśli, który zarabiał na chleb pracą swoich rąk W Nazarecie rozpoczął swoją publiczną działalność, lecz swoi Go nie przyjęli (Łk 4,24). To właśnie swoi chcieli strącić Go z góry (Łk 4,28). I o swoich ziomkach mawiał Jezus, że nie można być prorokiem wśród swoich. Nie cieszyli się, jak widać to na kartach Ewangelii, mieszkańcy Nazaretu zbyt dobrą sławą. „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” mówił Natanael z Kany Galilejskiej, gdy przyszedł do niego Filip z Dobrą Nowiną o Jezusie. Sam Pan Jezus także opuszcza Nazaret i przenosi się do Kafarnaum, które staje się odtąd „miastem Pańskim” i świadkiem Jego słów i czynów. Nie wiele można powiedzieć o historii miasta sprzed czasów chrystusowych. Istniejące po dziś dzień źródło, które obecnie zasila fontannę w Nazarecie zwana Fontanną Matki Bożej, było przyczyną, że tam właśnie bardzo wcześnie zaczęli osiedlać się ludzie. Człowiek zawsze osiedlał się tam, gdzie była woda. Za czasów Pana Jezusa był Nazaret już osadą większą od wsi, gdyż teksty biblijne mówią o mieście. W 66 r. Został zburzone przez Wespazjana. Po buncie Bar Kochby (132-135 r.p.n.Chr.) Żydzi, którym udało się zbiec z Judei, osiedlają się w Galilei (zwanej wcześnie Galileą pogan), a zatem również i w Nazarecie. W roku 614 Żydzi z Nazaretu sprzymierzyli się z Persami przeciwko chrześcijanom i spowodowali wyrzucenie chrześcijan z miasta. Nazaret odzyskuje swoją świetność za czasów krzyżowców. Tankred, książę Galilei, nakazał zbudować klasztory i kościoły W 1099 roku krzyżowcy na miejscu kościoła bizantyjskiego, który w ciągu wieków ulegał licznym zniszczeniom, zbudowali przestronną bazylikę obejmującą również miejsce, gdzie znajdował się według tradycji dom Najświętszej Maryi Panny. Po klęsce krzyżowców bazylika została zburzona. Przez 400 lat Nazaret był wioską muzułmańską. W 1620 roku zaczynają się na nowo osiedlać niektóre rodziny chrześcijańskie i od tego czasu Nazaret nie przestaje się rozrastać aż po dzień dzisiejszy. Dzisiaj jest tam największe skupisko Arabów w Izraelu. Mieszka ich tam ponad 35000, w większości są to jednak chrześcijanie. Na pamiątkę Zwiastowania w ciągu wieków nad grotą z którą wiązano mieszkanie Maryi zbudowano wiele kościołów ( pierwszy już w wieku V). Najwspanialsza jednak bazylika, zwana bazyliką narodów powstała dopiero w latach 1960-68. Wspaniała Bazylika Zwiastowania składa się z dwóch kościołów. Dolnego, w którym znajduje się grota Zwiastowania oraz górnego zadedykowanego Maryi-Matce Słowa, „które stało się Ciałem”. Patrząc i kontemplując kościół dolny, który zdaje się być hołdem złożonym pokorze, cichości i posłuszeństwu Najświętszej Dziewicy. Kościół górny zaś można śmiało nazwać hymnem dla tajemnicy Jej wywyższenia i godności Bożej Rodzicielki. Całość zbudowana z białego kamienia, którą wieńczy przepiękna kopuła w kształcie wywróconego kielicha lilii. Liczne narody włączają się w ten hymn pochwalno-dziękczynny fundując ołtarze, obrazy i kaplice z wyobrażeniem przedstawiającym „ich” Madonny. Nie brak tam, na południowej ścianie mozaiki naszej „Czarnej Madonny” z milenijnymi postaciami chrześcijaństwa. Mozaika, która znajduje się za głównym ołtarzem przedstawia tajemnicę Kościoła-Ludu Bożego
W odległości 200 m. powyżej Bazyliki na północny wschód znajduje się kościół św. Józefa. Tradycję tego miejsca zachowali zapewne krewni Chrystusa Pana ze strony św. Józefa Badania pozwalają wnioskować, że kościół tan zbudowany został na ruinach kościoła z czasów krzyżowców, a ten na jeszcze starszych, bo sięgających VI w. po Chr. Tu miał znajdować się „kościół Karmienia”, czy może inaczej „kościół w miejscu, gdzie wychowywał się Pan Jezus.
Schodząc w dół ze zbocza natrafiamy na jedyne źródło, do którego Maryja, jak i inne kobiety przychodziła zapewne czerpać wodę. To tu według starej tradycji miał się pierwszy raz ukazać Maryi Archanioł Gabriel .Gracy prawosławni na pamiątkę tego wydarzenia zbudowali nad źródłem kościół poświecony Archaniołowi Gabrielowi.
Po za tymi miejscami w Nazarecie wskazuje się „Grób” i „dom” św. Józefa, budynek na miejscu dawnej synagogi, do której uczęszczał Pan Jezus, kaplica Trwogi Najświętszej Maryi Panny, w tym miejscu Maryja miała ujrzeć tłum wiodący Pana Jezusa na strącenie ze wzgórza, oraz Góra Przepaści, z której chciano Jezusa strącić, (Łk 4,29) dzisiaj, ponieważ ukształtowanie terenu od czasów Pana Jezusa uległo znacznym zmianom, miejsce trudne do ustalenia. A może i dlatego, że fakt ten stanowi do dziś wyrzut czy przysłowiową sól w oku mieszkańców Nazaretu.
Jordan
Jordan bierze swój początek na zaśnieżonych szczytach Hermonu Następnie rozciąga się niczym wstęga, szukając ujścia w Morzu Martwym To właśnie początkowy bieg rzeki zdecydował o jej nazwie: Esz-Szeriat el Kebire lub Al - Urdan, która w języku hebrajskim oznacza:”ten, który zstępuje”. W dolnym swym biegu, aż do ujścia, Jordan rozciąga się na przestrzeni ok.100 km, płynąc meandrami o łącznej długości 330 km. Jak widać długość rzeki w linii powietrznej wynosząca niewiele ponad 100 km, zwiększa się trzykrotnie.
Jordan płynie środkiem tzw. Doliny Jordanu, która jest tylko częścią długiej rozpadliny tektonicznej, jedynego tego rodzaju zjawiska na świecie na całej kuli ziemskiej. Rów ten powstały we wczesnych okresach geologicznych o długości 800 km ciągnie się od gór Taurusu w Azji Mniejszej, poprzez Celesyrię i łożysko Jordanu aż do zatoki Akaba - odnogi Morza Czerwonego. Dolina ta tworzyła dawniej olbrzymie jezioro, którego pozostałością są; Meron, jezioro Genezaret i Morze Martwe (por.Ks.Prof.E Zawiszewski, Instytucje Biblijne). Podczas, gdy powyżej Dan (Tel al-Qadi) dno Jordanu leży około 550 m.n.p.m., 16 km dalej na wysokości Jeziora Galilejskiego jest już 257 m poniżej poziomu Morza Śródziemnego, u ujścia do Morza Martwego 404, a w środku Morza Martwego aż 793 m poniżej Morza Śródziemnego; na ostatnim zaś odcinku, aż do Morza Czerwonego, podnosi się znowu niemal na całej długości ponad poziom morza. Odcinek doliny od Jeziora Genezaret do Morza Martwego nazywa się El-Ghor (szerokość jego od 2 do 25 km); od Morza Martwego do Morza Czerwonego nosi nazwę El-‘Arabba (szerokość od 9 do 20 km).
Brzegi rzeki z jednej strony wiją się wśród skał Gór Hermonu, dalej porasta je bujna roślinność, która niekiedy zamienia się w tropikalną puszczę, a w okolicach El-Ghor z kolei otacza je jałowa pustynia, która nie nadaje się do uprawy roli. Łączność poprzez rzekę możliwa jest dzięki kilku mostom, ale przede wszystkim, co było jedynym połączeniem komunikacyjnym w czasach Starego i Nowego Testamentu, znajduje się tam około 60 brodów.
W czasach obfitości Jordan wlewał codziennie do Morza Martwego ok.6.500 tyś ton wody, którą przyjmował od swoich dopływów, takich jak: Wadi Fara, Wadi el-Kelt, Jarmuk i Jabbbok (por.Ks.E.Zawiszewski). Dzisiaj wody tej do Morza Martwego
dociera niewiele, na skutek melioracji, oraz nawadniania terenów uprawnych Izraela i Jordanii, przy pomocy skomplikowanej ilości kanałów i wodociągów, które doprowadzają wodę wprost z Jordanu do korzeni drzew owocowych (bananowców, drzew cytrusowych i
palm), a także warzyw, które pustynie zamieniają niespodziewanie w ogrody, warzywniki i sady, zachwycające swym pięknem i soczystą zielenią w środku rozgrzanej pustyni. Skutkiem tej gospodarki jest nagłe wysychanie Morza Martwego, nad którym panują ogromne
temperatury powiększające parowanie. Dzisiejsi gospodarze Palestyny zastanawiają się nawet nad budową kanału dostarczającego wodę z Morza Śródziemnego, by uzupełnić brak wody, co zagraża z kolei wydobyciu soli i licznie powstałym uzdrowiskom solankowym nad brzegami Morza Martwego.
Jordan był świadkiem wielu wydarzeń w historii biblijnej. To właśnie nad Jordanem Św.Jan Chrzciciel odziany w sierść wielbłądzią i żywiący się szarańczą oraz miodem leśnym nauczał i udzielał chrztu. „Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego” (Mt 3,13). Miejsce, w którym Św.Jan udzielił chrztu Panu Jezusowi znajduje się 8 km na wschód od Jerycha. Dzisiaj dostępne, ze względu na konflik Bliskowschodni między Izraelem a Palestyną, jedynie jeden raz w roku w dzień Chrztu Pańskiego dla niewielkiej garstki pielgrzymów. Pozostali tłumnie udają się do miejsca, gdzie Jordan porzuca gościnne wody Jeziora Genezaret i podąża w kierunku swojej „śmierci” w Morzu Martwym. Wielu chrześcijan, począwszy od pierwszych wieków, przybywało nad Jordan, aby tutaj otrzymać chrzest. Dzięki Bożej interwencji wody rzeki rozstąpiły się, by Izraelici pod wodzą Jozuego mogli przejść na drugi brzeg (Joz 3,14-17). Znad Jordanu Eliasz został wzięty do nieba (2Krl 2,11). Naaman po zanurzeniu się w wodzie dostąpił uleczenia z trądu (2Krl 5,10-14).
Jezioro Galilejskie
„Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł (Jezus) do nich: „Przeprawmy się na drugą stronę”.
Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spal w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”(Mk 4,35-41).
Wspomnienia rozmaitych miejsc Ziemi Pana zapadają pielgrzymom głęboko w serca i pamięć. Jedne uświęcone Jego Krwią Przenajświętszą - jak Ogród Konania, inne Męką i Śmiercią - jak Kalwaria. Jeszcze inne promieniujące radością Narodzenia - jak uboga Grota w Betlejem, czy triumfem Zmartwychwstałego - jak Bazylika Grobu. Wszędzie tam widać jednak rękę człowieka, ślady jego obecności czy gospodarowania, pobożne, świętobliwe, lub bezbożne czy nawet wrogie. Jednym z nich, jednocześnie niepowtarzalnym, w swoim rodzaju, przed którym pochylam się jako pielgrzym z ogromnym szacunkiem i drżeniem serca gdy przeglądam widokówki, zdjęcia czy filmy, jest Jezioro Genezaret. Te same wzgórza dookoła od wieków, trwają jak milczący, tajemniczy świadkowie, tego co się nad Jeziorem Genezaret dokonało. To na nie nieraz patrzył Chrystus Pan, a one pochylały się wraz z falami i wichrem przed Jego majestatem. Ta sama toń, to samo słońce i brzegi, na których i dzisiaj jak niegdyś przysiadły miasta i wsie, jak za Jego czasów. Wokół jeziora leżało wiele miasteczek z kilkoma tysiącami mieszkańców (Były to : Tyberiada, Magdala, Kafarnaum, Korozain na brzegu zachodnim, Betsaida, Gadara, Gamala, Hippos na brzegu wschodnim i inne jeszcze, których nazwa i położenie nie jest całkowicie pewne.) Jego wybrzeże i dziś zachwyca swym pięknem. Jakże piękne i niepowtarzalne musiało być wtedy jezioro, jak zawarł to w swym zachwycie, po dziewiętnastu wprawdzie wiekach, ale wciąż aktualnym, Georges Adam Smith: „Woda słodka i bogata w ryby, jezioro jest w tym samym czasie oddechem, pokarmem, napojem oraz odpoczynkiem dla oczu,” a Ojciec Eugeniusz Hoade zawoła:
„Istnieją na świecie miejsca piękniejsze lecz żadne nie jest tak fascynujące. Popatrzcie na ten błękit bez skazy...Nawet najmniejszy podmuch nie porusza lustra wodnego, w którym przeglądają się otaczające je góry. Jest to radość i spokój kontemplacji, którą chciałoby się przedłużyć w nieskończoność”. A w czasach Chrystusa Pana region ten był jeszcze piękniejszy.
Wzgórza otaczające jezioro przystrojone bogatą szatą roślinną. Znajdowały się na nich winnice, gaje oliwne, a nad brzegami, w błękitnej toni przeglądały się sady owocowe. Dzisiaj choć na południowym brzegu jeziora coraz więcej miejsca zajmują tereny uprawne, sprawia ono wrażenie pustkowia, choć niemniej wspaniały jest w swej surowości krajobraz jeziora i otaczających je wzgórz, z potężnym Hermonem, którego przy dobrej widoczności widać w oddali. To spod nóg tej właśnie góry wypływa Jordan, by po przebyciu 25 km zginąć nagle w jeziorze, by znów pojawić się na południu. Jezioro to długości 21 km i szerokości 12m., głębokości do 48 metrów, znajduje się 210 m poniżej poziomu Morza Śródziemnego. Zamknięte dookoła górami, od wschodu stromo opadającymi, z przerwami równin przy ujściu Jordanu, często gdy gorące wiatry z południa zderzą się z chłodnym powiewem wiejącym od Gór Hermonu w przeciągu kilku zaledwie chwil spokojne, błękitne wody jeziora zamieniają się w ryczące, pieniące i ciemnofioletowe burzliwe fale (Mt 8,24).
Pan Jezus bardzo często przebywał nad jeziorem. To tu powołał Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana oraz innych Apostołów (Mt 4,18); uzdrowił trędowatego (Mt 9,1), nauczał zgromadzony lud (Mk 3,7); uciszył burzę (Mt 8,23-27); chodził po jeziorze (Mt 16,21). Nad nim to właśnie Piotr otrzymał od Chrystusa najwyższą władzę pasterską, gdy czekał Pan na Apostołów na brzegu po Zmartwychwstaniu (J 21,15-19). Musiało być chyba wyjątkowo miłe sercu Jezusa skoro ewangeliści wspominają o nim aż 38 razy, tyle samo razy mówią również o Jerozolimie, gdzie dokonało się nasze zbawienie,( podczas gdy dla przykładu Betlejem wymieniają tylko 8 razy).
Różnie w zamierzchłych czasach nazywano to jezioro: Morze Kinneret (Lb 34,11; Joz 13,27), pewnie od cytry, którą kształtami swymi przypomina. Tak nazywało się również miasto znane w Jer 11,2 a znajdujące się nad jego brzegiem, podobnie nazywano również równinę przylegającą do jeziora Ziemia Genezaret (Mt 14,34 i Mk 6,53). Za czasów Pana Jezusa chętnie nazywano je Morzem Galilejskim, od nazwy regionu, w skład którego wchodziło w politycznym podziale Palestyny (Mt 4,18;Mk 1,16). W czasach rzymskich, odkąd Tyberiada stała się najznaczniejszym miastem nad jego brzegiem, rozpowszechniła się najbardziej nazwa Jezioro (Morze) Tyberiadzkie (J 6,1; 21,1), która utrzymała się aż do naszych czasów (arab. Bahr at-Tabarija). Państwo Izraela wróciło do biblijnej nazwy Jam Kinneret („Morze” Kinneret).
Wsiądźmy do łodzi, która właśnie czeka na nas przy brzegu i popłyńmy z Jezusem i Apostołami przez jezioro. Wyruszamy z Tyberiady na północ wzdłuż zachodniego brzegu, na którym miały miejsce liczne wydarzenia opisane nam w Ewangeliach. Mijamy ruiny Migdal, czyli Magdali, miasta Marii Magdaleny, teraz przed nami rozciąga się urocza równina Genezaret, na której gromadziły się wokół Nauczyciela tłumy, przynosząc ze wszech stron swoich chorych, by chociaż cień padł na nich. To tu siadali, zasłuchani, by karmić się słowem życia. To zapewne niedaleko stąd usłyszeli głos powołania pierwsi uczniowie Jezusa. A teraz przed nami wznosi się Góra Błogosławieństw, na której Chrystus Pan ogłosił Prawo nowego życia. U jej podnóży Tabgha, gdzie po dzień dzisiejszy uderzając o kamienie, może pamiętające Zbawiciela, szeptem powtarzają słowa Jezusa udzielające Piotrowi prymatu nad całym Kościołem, każdy kapłan powinien je tam właśnie usłyszeć uchem swej wiary. Zapewne na jednej z tych plaż stały owe nieprzeliczone tłumy, gdy Pan Jezus poprosił Piotra, by z jego łodzi mógł głosić naukę o Królestwie Bożym w przypowieściach (Mt 13,1-53). Dalej na północ dopływamy do ruin Kafarnaum umiłowanego miasta Pana, gdzie pokazuje się dom Piotra pierwszy kościół chrześcijan. Mijamy ujście Jordanu, płyniemy teraz wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, przed nami Równina al-Bateha, a na niej w I w. prawdopodobnie leżało miasto Betsaida, miasto Piotra, Andrzeja i Filipa (J 1,44), dalej na południowym - wschodzie rozciąga się ziemia Gadareńczyków, gdzie Jezus uzdrowił opętanych, pozwalając złym duchom wejść w trzodę świń, która potopiła się w wodach jeziora, a mieszkańcy, może żałując „świntuchów”, a może mogąc pogodzić się z poniesionymi szkodami, prosili Pana aby od nich odszedł (Mt 8,28-34). Noc cóż czasem pójście za Jezusem bądź przyjęcie Go poważnie trochę kosztuje, ale co robić nie ma niczego w życiu za darmo. Jeśli ktoś myśli inaczej to się łudzi...
Tam właśnie, nad Jeziorem Genezaret na prawdę niewiele potrzeba, nawet przy minimum wyobraźni i wiedzy z Nowego Testamentu można dostrzec wciąż świeże, niezatarte oraz niepokryte kurzem ślady naszego Pana. Trzeba tylko mocno chcieć...
Kafarnaum
„A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie”(Mt 11,23-24; Łk10,15).
Dom Piotra
Na północnym brzegu Jeziora Galilejskiego, zwanego również Jeziorem Genezaret prawie u stóp Góry Błogosławieństw, 4 km od miejsca, gdzie Jordan wlewa wody swe do jeziora, na drodze do Damaszku i dalej do Syrii, do której to przecież rzymskiej prowincji Palestyna w czasach nowotestamentalnych należała, przysiadła dzisiaj osada rybacka, która za czasów Chrystusa Pana musiała być znacznym miastem. Miasto posiadało urząd celny . Znamy przecież jednego z jego celników Mateusza Lewiego (Mt 9,9-13; Mk2,13-17; Łk 5,27-32)oraz rzymski posterunek wojskowy o dużym znaczeniu. Świadczą o tym również wspaniałe ruiny synagogi pochodzącej z 224 roku po n. Chrystusa, a jak zaznaczają archeolodzy zbudowana została na fundamencie jeszcze starszej.
Przypuszcza się że konstruktorem tej starszej synagogi był setnik rzymski, którego sługa został uzdrowiony przez Pana Jezusa na prośbę Żydów (Łk 7,4-5). Taką właśnie interpretację obecności tego zabytku umożliwia również połączenie symboli rzymskich widocznych na rzeźbionych blokach kamiennych z symbolami religijnymi judaizmu takimi jak: Świecznik siedmioramienny - menora, gwiazda Dawida, czy Arka Przymierza. To w tym mieście zamieszkał Pan Jezus po opuszczeniu Nazaretu. Tu nauczał w synagodze (Mk 1,21). Tu czynił wiele znaków i cudów. Będąc czułym na ból i cierpienie za pomocą tych właśnie czynów ukazywał ludziom miłosierdzie Boga. Uzdrowił trędowatego, teściową Piotra, sługę setnika i wielu innych ( Mt 8,1-15), to tam właśnie Pan Jezus uzdrowił również paralityka (Mk 2,15), zwracając uwagę na ogromną wiarę tych, którzy go przynieśli, a którzy nie mogąc dostać się z powodu tłumów do wnętrza domu, gdzie Mistrz przebywał, spuścili go przez otwór w dachu (Mt 9,1-8; Mk 2,1-12; Łk 5,17-26). Miasto to stało się centrum działalności Chrystusa. Mieszkał On zapewne w domu Szymona Piotra, a dom w którym przebywał, był wprost oblegany przez tłumy (Mk 1,33). Nie ma innego miasta w Nowym Testamencie oprócz samej Jerozolimy, które tak często wymieniane byłoby w Ewangeliach. Nigdzie chyba nie dokonało się tak wiele cudów Pana Jezusa. A jednak mieszkańcy miasta nie odpowiedzieli na tę łaskę wiarą i nawróceniem i spełniły się na mim, widać to już teraz słowa gorzkiego „biada” .
Z miasta Kafarnaum, które w czasach Pana Jezusa przeżywało tzw. wiek złoty, dziś pozostały jedynie ruiny, które jednak zachwycają pielgrzymów swoją wielkością i świadectwem, o wspaniałej przeszłości. Z pewnych epizodów, które podaje nam literatura rabinistyczna można wnioskować, że od I do IV wieku istniała tu bardzo aktywna wspólnota chrześcijańska wywodząca się z Żydów (tzw. minim), a pod koniec IV wieku przybyli tam również chrześcijanie pochodzenia nieżydowskiego. W latach 393-396 pielgrzymująca po Ziemi Świętej Eteria pisała: „W Kafarnaum dom Księcia Apostołów stał się kościołem. Zachowały się jednak ściany domu. Tam właśnie Pan uzdrowił paralityka. Jest tam też synagoga, w której Pan uzdrowił opętanego”. W roku 655 miasto uległo zniszczeniu, być może z powodu trzęsienia ziemi. Odtąd nazwa miasta popadła w niepamięć(za Donato Baldi, W Ojczyźnie Chrystusa, Kraków 1982 s.313-314). Dzisiaj terenem zarówno synagogi, jak i Domu św.Piotra opiekuje się Kustodia Ziemi Świętej, a zatem Zakon św.Franciszka.
Przejdźmy z synagogi do Domu św. Piotra. Na południe od synagogi znajdują się ruiny ośmiobocznego kościoła pochodzącego z V. W centrum posadzki mozaikowej o motywach geometrycznych znajduje się paw roztaczający ogon.W wyniku prac archeologicznych odkryto tam: Kościół składający się z dwóch ośmioboków ułożonych koncentrycznie, z pięciobocznym portykiem zakrystiami i baptysterium (pomieszczenie służące do chrztu świętego), które pochodzą z V wieku, a zbudowane zostały na ruinach wcześniejszych budowli. Centrum zarówno kościoła bizantyjskiego, jak i wcześniejszych budowli stanowiła sala otoczona czcią już od I w. ery chrześcijaństwa Budynek ten nazywano domus ecclesia („dom-kościół”). Zbudowano go nie tak, jak większość świątyń chrześcijańskich na świecie, ale z wyraźną chęcią otoczenia czcią wspomnianej już sali. Sala ta należała do tzw. insula (łac.”wyspa” czyli zespół domów) składającej się z bardzo ubogich domków z I w. wzniesionych w pobliżu brzegu jeziora. Cześć, jaką otaczano tę salę, dokumentują znaleziska archeologiczne datujące się od I wieku począwszy. Dzisiaj nad miejscem tym znajduje się przepiękna współczesna bazylika, zaopatrzona w przeźroczystą posadzkę, a ołtarz znajduje się na samym miejscem, gdzie według ewangelii miał stać Dom św. Piotra, pierwszy kościół chrześcijan. Z ogromnym wzruszeniem sprawują tam każdorazową Eucharystię kapłani pielgrzymi i uczestniczą wierni świeccy, uświadamiając sobie jedyność i ogromną wagę tego miejsca, które wybrał sobie sam Jezus Chrystus. Myślą o swoich kościoła, o swoich domach, które jednoczy Dom św. Piotra, w jedną świątynię, w jeden Kościół obejmujący już nie tylko mury ubogiej chaty rybaka ale całą kulę ziemską, wszystkie miejsca, na który sprawuje się dziś Ofiarę Chrystusa Pana.
Góra Tabor
To święta góra oderwana od pasma gór Galilei, wznosząca się samotnie na wysokość 588 m. npm, która zdaje się królować ponad Doliną Ezdrelon . Dzięki swemu charakterystycznemu kształtowi, swej malowniczości, swej roślinności i wspaniałej panoramie, jaką stąd można oglądać, jest to jedyna w swoim rodzaju góra na terenie całej Ziemii Pana. Droga na nią wije się serpentyną po jej zboczach, porośniętych dębami, drzewami świętojańskimi i mastyksowymi, terebintami i piniami. Docieramy na spłaszczony szczyt, wyglądający, jak mała równina o 1200 m. długości i 400 m. szerokości. Dzisiaj można dostać się na jej szczyt pieszo, większość jednak pielgrzymów wjeżdża „szarutami’ (rodzaj naszej taksówki, z tym, że dłuższa i mieści się w każdej razem z kierowcą 9 osób). Niektórzy zamykają oczy ze strachu, gdy patrzą na pędzących ze znaczną prędkością doskonałych kierowców arabskich. Najstarszy przyznaje się, że dawniej prowadzał karawanę wielbłądów, która zawoziła pielgrzymów na szczyt.
W Starym Testamencie szczyt góry Tabor wyznaczał granicę trzem pokoleniom (por. Joz 19,22). Znana jest już w Księdze Sędziów (4,12-16;5,31), gdy była świadkiem zwycięstwa Baraka, który rozbił Siserę oraz słyszała srogi hymn wojenny Debory:” Taj, Jahwe, niechaj zginą wszyscy Twoi wrogowie. A którzy Cię miłują, niech będą jak słońce wschodzące w swym blasku”. Piękno i potęgę góry opiewają prorocy (Jr 46,18) i Psalmista (89,13). Góra stanowiła również ośrodek kultu bałwochwalczego, ganionego przez proroka Ozeasza (5,1).
Dla chrześcijan jednak Góra Tabor jest miejscem świętym, na którym Pan Jezus ukazał się w chwale razem z Mojżeszem i Eliaszem (Łk 9,28-36) To na tej górze przemówił również Bóg:” To jest Syn mój wybrany, Jego słuchajcie”. Tradycja lokalna, jeszcze jedno wydarzenie opisane w ewangelii św. Mateusza wiąże z tą górą , otóż chodzi o przekazanie po Zmartwychwstaniu przez Pana Jezusa Apostołom tzw. „mandatu misyjnego”” „Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi. Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu...”(Mt 28,16-18).
Ewangeliści nie podają nazwy góry Przemienienia Pańskiego, jednak starożytna tradycja, poświadczona już przez Orygenesa na początku III w., sięgająca zatem czasów bliskich apostolskim, wskazuje Tabor jako miejsce, gdzie Chrystus pozwolił oglądać Piotrowi, Jakubowi i Janowi promień swej niebieskiej chwały. W IV w. zbudowane zostało pierwsze sanktuarium , co opisuje w 570 r. Anonimowy Pielgrzym z Piacenzy, który wspomina, iż widział na szczycie trzy bazyliki, upamiętniające trzy namioty, które pragnął postawić św. Piotr. Burzliwe były losy świątyń i klasztorów, które w ciągu wieków tam powstawały. Dziś można jeszcze oglądać wspaniałe ruiny wchodząc poprzez Bramę Wiatrów. Dzisiejsza Bazylika Przemienienia Pańskiego została zbudowana przez franciszkanów w 1924 r na ruinach poprzednich kościołów: z VI w oraz z czasów krzyżowców.
Ze szczytu Góry Tabor można podziwiać wspaniałą panoramę całej okolicy. Trzeba ją oglądać z Pismem św. w ręku. Dostrzec można nie tylko piękno krajobrazu, lecz przed naszymi oczyma przesuną się wówczas ludy i wydarzenia z całej historii zbawienia. U stóp góry rozciąga się na południe i południowy zachód przepiękna okryta zieloną szatą Dolina Ezdrelon, która po dzień dzisiejszy nazywana bywa spichlerzem Izraela. Dalej dwa łańcuchy górskie: Dżabal Dahi i góry Gilboa oraz góry Efraima i dalej na zachód łańcuch Karmelu. Miejsca te były świadkami wielu zdarzeń opisanych w Starym Testamencie, kiedy to objawiła się wielokrotnie chwała Jahwe. Z drugiej strony wzgórza Galilei, a w nich kryjące się Nazaret- miasto dzieciństwa i młodości Pana Jezusa. A gdy podniesiemy wzrok, daleko, daleko przy dobrej pogodzie dostrzec można ośnieżone szczyty Hermonu , spod stóp którego wypływa Jordan o toczy swe wody utonąć w toni Jeziora Genezaret.. A gdy spojrzymy na południe widać osiedle Nain, rozsiadłe na stokach Dżabal Dahi, a dalej wzgórza Samarii. Te właśnie ziemie, pełne naturalnego piękna przechodził wiele Pan Jezus ze swymi uczniami, były one tłem Kazania na Górze, przypowieści cudów i nauczania Mistrza z Nazaretu.
A kiedy zejdziemy z góry tą samą drogą, która przed blisko dwoma tysiącami lat szedł Pan Jezus z wybranymi Apostołami po Przemienieniu dojdziemy do biblijnej osady Deberat, To tu najprawdopodobniej czekali pozostali Apostołowie, a nie mogąc poradzić sobie z chłopcem opętanym przez złego ducha usłyszeli, że ten rodzaj można wyrzucić jedynie postem i modlitwą (Mk 9,14-29).
Tabha i tam gdzie Piotr usłyszał :’Paś owce Moje.”
Nad brzegiem Jeziora Genezaret, tak gdzie w mowie miejscowej po arabsku mówi się, iż jest tam wiele wody, bo znajdują się liczne źródła znajduje się Tabha (po grecku Heptapegon - siedem źródeł).Według najstarszej chrześcijańskiej tradycji okolica ta była szczególnie ulubiona przez Pana Jezusa. Echo tego przekazu znajdujemy w dzienniku podróży Eterii, która pielgrzymowała po Ziemi Świętej w latach 393-396. Pątniczka tak wspomina: „Niedaleko (od Kafarnaum) widoczne są kamienne schody, po których Pan stąpał. Tu także znajduje się łąka, pokryta obficie trawą, na której rosną liczne palmy. Obok jest siedem źródeł, z których każde tryska obficie wodą. To na tej łące Pan nasycił lud pięcioma chlebami i dwiema rybami. W samej rzeczy głaz, na którym Pan położył chleb, został przekształcony na ołtarz. Z głazu tego pielgrzymi biorą kawałki, których używają potem z dobrym skutkiem we wszystkich potrzebach. Koło murów tego kościoła przechodzi droga, na której Mateusz siedział przy cle. Potem na pobliskiej górze znajduje się grota, ponad którą Pan wygłosił błogosławieństwa”. Tam tradycja chrześcijańska wspomina cudowne rozmnożenie chleba (Mt 14,13-21; J 6,1-15; Mk 6,36-44) W 1932 archeolodzy odkryli fundamenty bizantyjskiej trzynawowej świątyni wraz z fragmentami mozaik, uważanych na najpiękniejsze w Ziemi Świętej, a dla nas chrześcijan na pewno i na świecie, a przynajmniej najbliższe naszemu sercu. Bo kto nie rozpoznałby symbolu chrześcijańskiego, znalezionego w pobliżu ołtarza, na którym wiara naszych przodków umieściła kosz z chlebem i rybami obok, tak jak to miało miejsce w owe popołudnie pewnego wiosennego dnia, kiedy tłumy podążające za Jezusem rozsiadły się w miejscu, gdzie było dużo trawy, by spożyć posiłek przed rozesłaniem. Posiłek, który jak wierzymy stał się zapowiedzią Eucharystii, tej jedynej uczty, w czasie której On Bóg Pan i Stwórca, łączy się ze swoim stworzeniem, tak ściśle, tak intymnie, że bardziej już nie można.
W odległości kilkuset metrów od Tabghi znajduje się kościół Prymatu, który został skonstruowany w 1934 r., na skale od średniowiecza nazywanej „Mensa Christi” - Ołtarz Pana. Według tradycji zmartwychwstały Chrystus spotkał się tu ze swoimi uczniami. Tu położył przygotowane dla nich śniadanie chleb i pieczoną rybę. Tu też powiedział do Piotra, który zapewniał Go o swojej wierności i miłości, ale jakże już inaczej, niż w czasie Ostatniej Wieczerzy we Wieczerniku, jakże pokornie i w poczuciu własnej słabości, wszak pamiętał doskonale o swej trzykrotnej niewierności, swoim zaparciu się w godzinie próby, dlatego cicho i z drżeniem serca mówił: „Panie Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuje” Mimo, że tyle razy....I wtedy usłyszał słowa pełne miłości, przebaczenia, zaufania, słowa, których pewno się nigdy nie spodziewał: „Paś owce moje”(J 21,9). Pewnie właśnie dlatego powierzył mu Pan to ogromne zadanie, bo się nie spodziewał i wiedział, już teraz na pewno doświadczył tego tak niedawno, że nie można polegać li tylko na swoich siłach.
To tu, jak do źródła przybywają wszyscy kapłani, klękają w milczeniu, czasami skrywają twarz rękami, dlaczego, po co? Pewnie, by również usłyszeć słowa Mistrza: „paś owce, paś baranki moje”. Może by wrócić do początków swego powołania, może by odświeżyć, wpuścić do serca nowe światło nowego ducha, wraz ze świeżym powiewem płynącym od jeziora, które tak wiele widziało, i tak wiele przeżyło. Może by tak, jak Piotr powiedzieć: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”, chociaż czasami.....Ty wiesz, że chce słyszeć głos twych słów, słyszeć ich miłość, z którą powierzyłeś zadanie Piotrowi, a mnie ono również przypadło w udziale i wymaga mojej ogromnej miłości
Czyż to nie wymowne, że Chrystus Pan także wybierał najpiękniejsze zakątki ziemi, by sprawować misteria, które wyrażają Jego nieograniczoną miłość i dobroć dla nas ludzi. I że sama przyroda także stara się wraz z pątnikami w miejscach tych kontemplować to wszystko, co się tu dokonało, a czego nawet najtęższy ludzki rozum w pełni ogarnąć nie jest w stanie, co trzeba nie tylko rozumem, ale i sercem i wolą, a więc i miłością, przyjmować. Wtedy wołając jak oni, Jego uczniowie: „Panie przymnóż nam wiary !” Może zbliżymy się choć trochę do Mistrza z Nazaretu. On przyjdzie wraz z Ojcem i Duchem, i zamieszka w nas, uczyni nas swoją świątynią.
Tajemnica Eucharystii i kapłaństwa w miejscu, gdzie bije siedem źródeł i było wiele trawy i szumiał palmy tamtej wiosny....
Cezarea Filipowa, czyli tam gdzie Piotr stał się skałą
Dziś leży ona przy drodze na Wzgórza Golan, miejscowość Banias, gdzie w starożytności wznosiła się Cezarea Filipowa. Znajdują się tu źródła Jordanu i groty, w których czczono bożka Pana. To właśnie w okolicach Cezarei Filipowej Pan Jezus dał Szymonowi Piotrowi obietnicę prymatu (Mt 16,13; Mk 8,27; Łk 9,18-21).
Nazwa miasteczka Banias (pochodząca zapewne od greckiej Paneas) jest ściśle związana z bożkiem Pan, którego miejscowi czcili w pobliskiej grocie, z której tryska źródło. Około 20 roku przed Chr. cesarz August podarował ten region Herodowi Wielkiemu, który z wdzięczności wzniósł koło groty świątynię ku czci Augusta. Syn Heroda Filip rozbudował osiedle Banias w miasto, które na cześć cesarza Augusta nazwał Cezareą. Herod Agrypa II wzniósł tu dalsze budowle, przemianowując nazwę miasta na Neronię, na cześć Nerona (przypomina się sytuacja z Katowicami i Stalinogrodem). Oficjalna nazwa brzmiała jednak Cezarea Filipowa, a popularnie utrzymywała się nazwa Banias Talmud nazywa miasto Kisarion („mała Cezarea”) . Krzyżowcy zlatynizowali nazwę Banias na Balinas.
Chrześcijaństwo dotarło tu szybko, zapewne nie bez związku z pamięcią o przejściu tędy Chrystusa. Miasto było siedzibą biskupią
W pobliżu Cezarei Filipowej Piotr złożył podwójne wyznanie wiary: w mesjanizm Pana Jezusa:
„ Ty Jesteś Chrystus” i w synostwo Boże Zbawiciela” „Syn Boga żywego”. Pan Jezus w zamian dał mu obietnicę prymatu :” Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt16,18) . Wspaniała świątynia zbudowana na szczycie skały oraz tradycja religijna, że w grocie wypełnionej wodą jest wejście do Hadesu, mogły być okolicznością zewnętrzną, która sprawiła, że Chrystus Pan zapowiedź prymatu wyraził w formie porównania z kościołem zbudowanym na skale, którego bramy piekielne nie przemogą. Starożytna tradycja chrześcijańska podaje, że niewiasta cierpiąca na krwotok i uzdrowiona przez Pana Jezusa (Mt 9,20-22) pochodziła z Cezarei Filipowej. Przed swoim domem miała wystawić pomnik Chrystusa. Pomnik ten został zburzony przez Juliana Apostatę.
No cóż, Pan Jezus mógł się zasugerować widoczną z daleka świątynią zbudowaną z białego kamienia, by mówić o swojej świątyni czyli Kościele. Często to czynił, czerpał obrazy, symbole, porównania, przypowieści z życia codziennego. A bramy piekielne, chociaż od 2000 lat tak usilnie starają się ją zniszczyć, jednak wciąż nie mogą i nie będą mogły......
Pustynia - jej tajemnica i Chrystus
„Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła” (Mt 4,1).
Czym jest to miejsce, które zastanawia swoją wyjątkowością, swoim wybraniem. Pustynia to nie tylko miejsce na ziemi, ale to pewien czas, pewien okres szczególnie uprzywilejowany w historii zbawienia. Jako miejsce oznacza w Biblii ziemię, na której nie spoczęło Boże błogosławieństwo ; jest tam podobnie jak w raju, zanim nie spadł deszcz, mało wody, roślinność bardzo uboga, skąpa. Mieszkanie tam staje się niemożliwe. Tę ziemię nieurodzajną, przypominającą pierwotny chaos zamieszkują demony, satyry i inne złe bestie. Reasumując, pustynia w takim znaczeniu w stosunku do ziemi zamieszkałej, jest takim samym przeciwstawieństwem, jak przekleństwo do błogosławieństwa. I teraz dochodzimy do drugiego znaczenia terminu „pustynia’ w Biblii, jako czasu. Bóg chciał przeprowadzić swój lud przez tę „ziemię straszną”, po to, by go wprowadzić do Ziemi Obiecanej, do ziemi mlekiem i miodem płynącej, to wymagało czasu, pewnego okresu w dziejach historii zbawienia. Symboliki biblijnej pustyni nie należy więc mieszać z jakąś mistyką samotności albo ucieczki od cywilizacji. (Patrz C.Caretto Listy z pustyni, Pustynia w mieście.). Pustynia biblijna nie sugeruje ucieczki do idealnego odosobnienia, lecz wiąże się ze swoistym przeżyciem czasu pustyni. Zresztą Biblia posługuje się bardziej obrazem konkretu, rzeczywistości, niż ideą.
Różnie pojmował obraz pustyni Stary Testament, zanim nie dostał się on z całym bogactwem treści do Nowego Testamentu. Najpierw za autorami Pięcioksięgu spojrzeć trzeba bardziej teologiczne niż topograficzne, czy chronologiczne ujęcie obrazu .To najpierw odrzucenie buntowniczego pokolenia, które doznało łaski wyjścia z Egiptu, ale któremu nie wolno było wejść do Ziemi Obiecanej . Czas pustyni, to także czas szczególnej opieki Bożej, to czas cudów (cud z wodą, manną, przepiórkami), ale także czas kar (plaga żmij, upadek Datana, Abirama,,Korachitów czy trąd Miriam). Ale jest to przede wszystkim czas spotkania z Bogiem (Synaj). Tak właśnie na pustynie patrzą niektórzy prorocy .Ozeasz i Jeremiasz uważają czas pobytu na pustyni za idealny czas przedhistoryczny i okres niczym niezmąconej harmonii między Bogiem i Jego ludem, który jak narzeczona z miłością i wiernością podążał za Jahwe - swym oblubieńcem (Jr 2,2). Ten czas pobytu na pustyni u proroków tych jest swoistym zwierciadłem, w którym każą się oni przeglądać niewiernemu ludowi swoich czasów. Jest on jak powrót myślą do „pierwszej miłości”, po to zapowiedzieć czas nowy, czas nawrócenia i powrotu do Boga(Oz 2,16nn).
Inaczej pisze Ezechiel i szkoła deuteronomiczna (por. Pwt 1-3;Ps 78; 106). U nich pustynia to obraz nieustannego odchodzenia, odstępstwa od Boga i czas wielkiego sądu. U Ezechiela czas wyjścia na pustynię(Ez 20), to czas sądu, kiedy w czasie rozmowy ,jak na Synaju twarzą w twarz, naród wybrany usłyszy wyrok oddzielający sprawiedliwych od nieposłusznych. Podobny obraz Boga wychowawcy widać w Pwt 8, jako Tego, który stawia swój lud w krytycznych sytuacjach. Zaś Deutero-Izajasz ukaże obraz pustyni jako przewodnią ideę orędzia o wyzwoleniu, kierowanego do wygnańców. Nową drogę przez pustynię, która tym razem powiedzie z Babilonii do Palestyny ukazuje prorok jako cudowna procesję, w czasie której ta ziemia nieurodzajna i jałowa przekształca się niczym raj i obfituje w cudowny pokarm i świeżą, źródlaną wodę(Iz 40,1-11).
Do bogactwa starotestamentalnego obrazu i przeżycia pustyni nawiązuje najpierw św. Jan Chrzciciel, który nie zamierza tworzyć jakiejś mistyki pustyni. Jeżeli właśnie na pustyni głosi swoją naukę, to w tym cel, aby wskrzesić tamtą uprzywilejowaną epokę. Skoro zaś tylko woda chrztu odnowiła serce, odsyłał on na nowo ochrzczonego z powrotem do jego zajęć (Łk 3,10-14). Pustynia była tylko miejscem nawrócenia ze względu na Mesjasza, który przychodzi.
Pan Jezus udając się więc na pustynię chciał przeżyć na nowo poszczególne etapy dziejów ludu Bożego. Dlatego też, jak ongiś Hebrajczycy, został skierowany przez Ducha Bożego na pustynię, by był tam poddany próbie (Mt 4,1-11) . Ale w przeciwieństwie do swych ojców On przeszedł zwycięsko wszelkie próby i pozostał wierny Ojcu, przedkładając słowo Boże ponad chleb, ufność Bogu ponad niezwykłość cudów, służbę Bogu ponad widoki wszelkiej władzy ziemskiej.
Podczas swojej publicznej działalności będzie Pan Jezus jeszcze wielokrotnie uciekał na pustynię, ale niewątpliwie po to by znaleźć miejsce na samotną modlitwę, by rozmawiać z Ojcem. Natomiast nawiązując do teologii pustyni przedstawia się sam Pan Jezus jako Ten, w którego osobie znalazły urzeczywistnienie cudowne dary zsyłane Izraelowi w przeszłości. Jest On wodą żywą, chlebem z nieba dającym życie wieczne, drogą i przewodnikiem, światłością w nocy, wężem dającym życie tym wszystkim, którzy na Niego spoglądają, by być ocaleni. Można nawet powiedzieć, że Chrystus jest w pewnym sensie naszą pustynią; w Nim wytrzymaliśmy próbę, na jaką byliśmy wystawieni, w Nim również jesteśmy dopuszczeni do szczególnej wspólnoty z Bogiem. Odtąd więc pustynia jako miejsce i jako czas dopełniła się tu w Jezusie. To co było tylko obrazem, ustępuje miejsca rzeczywistości
Góra Kuszenia.
Gdzie znajduje się góra na którą wyniósł szatan Chrystusa Pana poddając go próbie pokusy władzy? Gdzie znajduje się miejsce, na którym według przekazów Ewangelii miał być Pan Jezus kuszony przez szatana? Ewangeliści Łukasz i Marek umieszczają scenę tę bezpośrednio po chrzcie Pana Jezusa w Jordanie. A zatem miejsca trzeba szukać gdzieś w pobliżu. Trzeba szukać miejsca pustynnego, gdzie mógłby się Chrystus Pan schronić, przed ciekawskimi świadkami teofanii jordańskiej. Miejsca, które dzięki swemu ukształtowaniu i wyglądowi pozwoliłoby Mu przeżyć i doświadczyć misterium czasu i miejsca pustyni, jak tego oświadczał Naród Wybrany w czasie wędrówki do Ziemi Obiecanej. Jadnakowoż na podstawie samego tylko opisu ewangelicznego nie uda się nam ustalić miejsca tego wydarzenia. Ponieważ okolice Jordanu, niedaleko miejsca, gdzie zwykło się lokalizować działalność św. Jana Chrzciciela otoczone są licznymi górami porośniętymi bardzo ubogą roślinnością, jedynie wiosną góry Judzkie i ich wschodnia część idąca w kierunku Jordanu pokryta jest skąpą trawą, a im bliżej rzeki zamieniają się one w piaskowe wzgórza, gdzie jedynie, gdzie niegdzie, w pobliżu źródła zielenie się roślinność i rosną palmy, a tak jak okiem sięgnąć góry i piasek i spalona żarem słonecznym ziemia.
Późna tradycja umieszcza scenę kuszenia na Dżabal Quruntul (Góra Kwarantanny, czyli Czterdziestu Dni). Jest to góra wznosząca się niemal pionowo na równinie zamykająca ja od zachodu i przechodząca w pagórki pustyni. Znajduje się ona na zachód od starożytnego Jerycha. Z jej szczytu roztacza się wspaniały widok na dolinę Jordanu i Góry Moab. Z tego miejsca właśnie miał szatan ukazać Jezusowi piękno świata i bogactwa królestw tej ziemi. Na wschodnim zboczu góry znajduje się grota, w której Chrystus Pan miał przebywać w ciągu 40 dni postu. Tutaj w VI wieku została wybudowana kaplica. Od XIII wieku pozostawała ona opuszczona, aż do roku 1874 kiedy to prawosławni Grecy wybudowali monaster, czyli klasztor, przypominający swoim wyglądem gniazda uczepione zbocza góry. Klasztor ten zamieszkały jest po dzień dzisiejszy.
Bartymeusz z Jerycha.
„Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną. (Mk 46-52)
Jerycho to miasto, a może raczej trzeba powiedzieć miasta, bo archeolodzy odkopali ich kilka, ale nadal nie znaleźli tej twierdzy nad Jordanem zdobytej po cudownej ingerencji Boga przez Izraelitów po przejściu Jordanu, gdy pod wodza Jozuego wkraczał naród wybrany do Ziemi Obiecanej. ( Joz 6,1nn). Ale wróćmy do dzisiejszego Jerycha. To miasto, a raczej ogromna oaza rozciągająca się w Dolinie Jordanu w największej depresji świata (ok. 400 m. p.p,m.), gdzie Jordan gubi swe wody w słonych odmętach Morza Martwego. Tropikalny klimat i stosunkowo duża ilość wody sprawiają, że miejsce to znane było już od czasów starożytnych, a nawet jeszcze wcześniej jak wskazuje archeologia jako urodzajne i zamieszkałe przez ludzi. Ziemia oazy nawadniana przez wiele źródeł pod wprawną ręka ogrodników i sadowników zamienia się w przepiękne ogrody i sady pełne pomarańczy, bananów i daktyli. Latem klimat jest tam gorąco i wilgotno, a zimą ciepło. Wiosna wita przybyszów bajecznymi barwami jerychońskich kwiatów i ich odurzającym zapachem. Wydaje się, że krajobraz ten i jego warunki klimatyczno-glebowe stały się powodem do założenia najstarszego miasta na świecie. Miasta starszego niż miasta Egiptu czy Mezopotamii, bo sięgającego od 10 do 7 tysiąclecia przed naszą erą, a więc liczącego ponad 10 tysięcy lat. Archeolodzy poszukując biblijnego Jerycha natrafili na niezwykłe znalezisko, otóż w czasie odkrywania jednego z tzw. Tell (Tell el-Sultan = Tell Jerychoński). Tell to sztuczne wzgórze usypane przez wieki przez ruchome piaski pustyni, najczęściej na ruinach dawnym miast, osiedli czy fortec. Wykopaliska prowadzone były w 1908 roku przez Austriaka prof. E. Sellina, a kontynuowane i weryfikowane przez Garstanga z brytyjskiej szkoły archeologicznej oraz Kahleen Kenyon (1952-56). Badania z wykorzystaniem metody C 14 ( metoda poddająca badaniom organiczne części znalezisk pozwalająca względnie dokładnie określić wiek materiału na podstawie rozpadu izotopu węgla) potwierdziły hipotezy archeologów o wczesnym założeniu miasta. Znalezione przedmioty pochodzą z neolitu (7 tys p.n.Chr.). A najlepiej zachowanym fragmentem dawnej architektury jest kamienna wieża wzniesiona w tej właśnie epoce, do której wiodą 22 stopnie.
W Biblii jednak spotykamy Jerycho dopiero w czasie podboju Kanaanu przez Naród Wybrany nadciągający z Egiptu pod wodzą najpierw Mojżesza, później Jozuego. Jest to najprawdopodobniej XIII w. p.n.Chr. Po przejściu Izraelitów na zachodni brzeg Jordanu miasto było pierwszym zdobytym przy cudownej ingerencji Boga. Jozue, zgodnie ze zwyczajami starożytnych obłożył miasto klątwą : Niech będzie przeklęty przed obliczem Pana człowiek, który podjąłby się odbudować miasto Jerycho: Za cenę życia swego pierworodnego syna założy fundamenty, za cenę życia najmłodszego syna postawi bramy „ (Joz 6,26). Słowa klątwy Jozuego spełniły się na synach Hiela z Betel, który podniósł z gruzów Jerycho jak czytamy w 1 Księdze Królewskiej ( 16,34). Klątwa, o której tu czytamy wiąże się ze starym prawem starożytnym zwanym „cherem”. „Cherem” w sensie pozytywnym oznacza osobę lub rzecz odłączoną od użytku świeckiego a przeznaczoną na użytek sakralny; w sensie zaś negatywnym - rzecz lub osobę przeznaczoną ślubem na zniszczenie dla Jahwe, a także samo wykonanie ślubu. Złoto, srebro i wszelkie przedmioty metalowe jako rzeczy bardzo cenne przechodziły zwykle do skarbca Jahwe. Cherem wojenny polegał zatem na całkowitym zniszczeniu zdobyczy. Ludzi i bydło zabijano, a wszelkie przedmioty z wyjątkiem wyżej wymienionych palono. Łup zdobyty na nieprzyjacielu należał do Jahwe i nikt nie mógł się nim wzbogacić. Czasem jednak oszczędzano część zdobyczy. To okrutne prawo wojenne miało na celu zapobiec przyjmowaniu przez Izraelitów religii mieszkańców Kanaanu i było również przewidziane jako kara za bałwochwalstwo poszczególnych miast izraelskich.
Po odbudowaniu miasto pozostało nadal zamieszkałe, aż do czasów Pana Jezusa. Na prośbę mieszkańców, prorok Elizeusz uzdrowił wody miejscowego źródła niezdatne do picia, wrzucając doń sól ( 2 Krl 2,19). Źródło to do dzisiaj nosi imię proroka, a jego woda użyźnia oazę u stóp telu. Pan Jezus wiele razu przechodził przez Jerycho. Tu miało miejsce spotkanie z Bartymeuszem, ślepcem (Mk 10,46-52). Najprawdopodobniej tutaj podczas ostatniej podróży do Jerozolimy, wypowiedział słowa: „Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 20,18-19). Tutaj również spotkał Zacheusza, celnika niewielkiego wzrostem, który wspiął się na sykomorę, aby zobaczyć Pana. Jezus zawołał do niego :„ Zacheuszu zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” ( Łk 19,5).
Dzisiaj Jerycho jest miastem, w którym znajduje się rezydencja przywódcy Palestyńczyków Arafata. Należy do Autonomii Palestyńskiej i oni sprawują nad miastem kontrolę. Ze starożytnej świetności i piękna pozostała tylko soczysta zieleń ogrodów i sadów, których nie zdążył zasypać piasek niesiony przez rozszalałe wody wyschniętych rzek pustyni, które raz na kilka czy nawet kilkadziesiąt lat, gdy spadnie deszcz zamieniają się w niszczący żywioł .
Szkoda, że ostatni kataklizm, tak rzadko zdarzające się na pustyni ulewy zniszczyło to piękne miasto, a może do dalszy ciąg cheremu wypowiedzianego przez Jozuego.
Samaria
- (nazwa oznacza należąca do straży, bądź góra straży) to stolica Izraela - Królestwa Północnego, później nazwę rozciągnięto na całą prowincję. Miasto założone w 880 r. przed Chr. przez króla Omriego, rozbudowane przez jego syna Achaba, który również wprowadził doń kult pogański Baala, poświęcając bóstwu świątynię (1 Krl 16,24nn). Świątynia ta została zburzona przez króla Jehu. Prorocy uważali miasto za symbol grzechu. W 722 r. przed Chr. zdobyli ja Asyryjczycy. W następnych wiekach miasto kilkakrotnie odbudowywane i burzone, aż do czasów Heroda Wielkiego, który je rozbudował z rozmachem i na cześć cesarza Augusta nazwał Sebaste. W czasach Nowego Testamentu był to teren pracy misyjnej Apostołów Piotra Filipa i Jana (Dz 8,5nn).
Przy Studni Jakubowej.
„Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła tam kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić” (J 4,6.7)
Była chyba pełnia lata, kiedy Jezusowi wraz z uczniami przyszło opuścić Judeę i iść do Galilei. I choć Żydzi nie lubili chodzić przez Samarię, choć droga tamtędy była najkrótsza i najprostsza, oni w swoich wędrówkach na północ lub południe szli przez Pereę czyli Zajordanię, aby nie spotkać się z nie lubianymi przez siebie i traktowanymi jako wrogowie Samarytanami co też Mistrz z Nazaretu dość dobitnie wytykał im w swoim nauczaniu, czy to o Miłosiernym Samarytaninie (por. Łk 10,30-37) czy też jednym z dziesięciu trędowatych, który okazał Jezusowi wdzięczność wracając by podziękować za uzdrowienie, a był to właśnie Samarytanin (Łk 17,11-19). A i uczniowie, mim, że tyle razy słuchali nauk Mistrza, nie mogli zrozumieć po powrocie z miasteczka, jak on może rozmawiać z Samarytanką i do tego jeszcze kobietą (por. J 4,27.), zresztą i ona sama była niemniej niż inni zdziwiona, że Żyd rozpoczął z nią rozmowę i nawet poprosił o przysługę, o kubek wody (J 4,9). Nie mieściło jej się to nawet w głowie przecież „porządni Żydzi to nawet uważali, aby cień kogoś takiego jak ona nie padł na nich, w przeciwnym razie byliby nieczyści. A tu coś takiego?
Skąd wzięła się ta nieprzyjaźń, czy mówiąc dobitniej wrogość między bądź co bądź braćmi ? Przecież wszyscy oni i Żydzi i Samarytanie czcili Abrahama jako swego ojca i oddawali cześć temu samemu Bogu Jahwe, z tym że może na różny trochę sposób jak zauważyła kobieta: „Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należ czcić Boga” (J 4,20). I co na to Pan Jezus - „Wierz Mi niewiasto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca...., prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie.”(J 4,21-23).
Ale wróćmy do genezy owej wzajemnej niechęci. Otóż po podziale królestwa za czasów Roboama i Jeroboama (931 r. przed Chr.) na północne i południowe. Samaria stanowiła centralną część Państwa północnego Izraela i tam mieściła się również stolica.. Po zdobyciu jej w 722.r. przed Chr. przez Asyrię, część jej mieszkańców wrogowie deportowali, a na ich miejsce sprowadzono kolonistów asyryjskich, którzy wymieszali się z nie uprowadzonymi Izraelitami. Gdy Żydzi po powrocie z niewoli babilońskiej zaczęli odbudowywać świątynię (536-515 r. przed Chr.), odrzucili pomoc Samarytan. Nieufność do Samarytan, uważanych za rytualnie nieczystych, ponieważ byli mieszańcami, a także zaszłości i dawny konflikt między Królestwem Północnym i Południowym były powodem tego odrzucenia, co doprowadziło z kolei do zaciekłej wrogości. Samarytanie nie pozostali Żydom nic dłużni i zaczęli przeszkadzać w odbudowie świątyni i murów. Doprowadziło to w końcu do izolacji jednych od drugich. Samarytanie utworzyli odrębną społeczność religijną, która ustanowiła własny kult i powróciła do najdawniejszych tradycji, na górze Garizim, na której po dzień dzisiejszy
Samarytanie obchodzą paschę. U stóp tej góry znajdowała się studnia przy której Pan Jezus rozmawiał z niewiastą. Wzajemne stosunki między Samarytanami i Żydami pozostawały wrogie aż do czasów Pana Jezusa i nawet jeszcze później. Żydzi gardzili sąsiadami i uważali ich za pogan, a ich kult za niezgodny z prawem. Tymczasem religijność samarytańska wyznawała ścisły monoteizm i dokładnie zachowywali Prawo, a za Pismo św. uważali jedynie Torę - Pięcioksiąg Samarytański. Nie uznawali oni pozostałych ksiąg Starego Testamentu i późniejszych nauk tradycji żydowskiej, posiadali jednak własną tradycję samarytańską. Samarytanie oczekiwali, powołując się na Pwt 18,15 (nie Dawidowego) Mesjasza jako odnowiciela religijności. Chrystus Pan we wspomnianym fragmencie Ewangelii wg. św. Jana właśnie dlatego zwraca się do nich i głosi im ewangelie. Dzisiaj żyje jeszcze około 400 Samarytan w Nablus (Sychem) i w okolicy Tel Awiwu.
Studnia Jakuba
Patriarcha Jakub, wracając z Mezopotamii przechodził urodzajną doliną, która rozciąga się u stóp gór Ebal i Garizim . Tam zakupił kawałek ziemi i wykopał studnię (Rdz 48,22). Taki był początek studni Jakuba, gdzie według podanej Ewangelii doszło do pamiętnego spotkania Pana Jezusa z Samarytanką, musiało być ono w oczach autora ważne, skoro poświecił mu tak wiele miejsca w swym dziele (J 4,1-42) Nieprzerwana tradycja starożytna judeochrześcijańska potwierdza lokalizację tego miejsca. Już w IV wieku na miejscu studni wybudowano kościół. Uszkodzony w czasie rozruchów spowodowanych przez Samarytan, został odnowiony przez cesarza Justyniana. Na pewno zrekonstruowany w czasach krzyżowców, został jeszcze raz zniszczony przez Saladyna. W 1960 r. Grecy prawosławni podjęli się konstrukcji nowego kościoła, którą musieli przerwać z braku funduszy. Studnia wykuta jest w wapiennej skale. Jej średnica dochodzi do 2,50 m., głębokość zaś wynosi do 30 m. Pielgrzymi czerpiący wodę ze studni zdają się uczestniczyć w misterium spotkania Jezusa z Samarytanką.
Sychar - miasto wzniesione być może na miejscu dawnego Sychem, zniszczone w r.128 przed Chr. i odbudowane w r.72 po Chr. Nazwa Sychem oznacza grzbiet, plecy. Było to miasto bardzo stare, bo istniejące już od 4000 r. przed Chr. Położone w górzystej okolicy między górami Ebal i Garizim. Przeżywało swój rozkwit w czasach Hyksosów (1720-1560 przed Chr.). Przy sanktuarium kananejskim Abraham (Rdz 12,6n) i Jakub (Rdz 33,19n.) zbudowali ołtarz. Po zdobyciu Kanaanu przez Izraelitów pod wodzą Jozuego było ono przez długi czas centralnym sanktuarium Izraelitów. To tam według Joz 24 Jozue odnowił przymierze narodu z Jahwe. Przez krótki czas po rozpadzie państwa Izrael było stolicą Królestwa Północnego, zanim nie została ona przeniesiona do Samarii. Ponownie jako centrum Samarytan nabrało znaczenia po powrocie z wygnania.
Z okolic Tyru i Sydonu aż po Dekapol
„Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.” (Mk 7,31)
Tyr - hebr. Sok (skała). Sławne miasto handlowe, port położony na wyspie, w Fenicji ( 2 Sm 2,47,; 5,11; Joz 19,29; 1 Krl 5,15-26; Iz 12,1.3.5.; Ez 26-29 1 Mch 5,15; 11,59; 2 Mch 4,18.33.44.49; Mt 11,21n; Mk 3,8; 7,24; Łk 6,17; 10,13n; Dz 12,20; 21,3.7) . Dziś Sur w Libanie. Aleksander Wielki przyłączył tę wyspę do kontynentu. Miasto broniło zazdrośnie owej niezależności aż do r. 32 przed Chr.; ponownie odzyskało wolność w r. 126. Z Tyru miał pochodzić budulec użyty przez Salomona do budowy świątyni .Jak podaje 2 Sm i 1 Krl król Tyru utrzymywał przyjazne stosunki z Dawidem i Salomonem, miał on dostarczyć słynnych cedrów libańskich do budowy w zamian za żywność. Był to budulec najwyższej jakości. Dzisiaj pozostały już tylko resztki tych ogromnych drzew, ale w tamtych czasach Liban był porośnięty gęstym lasem. Nie zawsze jednak przyjazne stosunki łączyły mieszkańców Palestyny i Tyru. Jak czytamy u proroka Ezechiela w proroctwie pochodzącym prawdopodobnie z lutego 586 przed Chrystusem, kiedy to Tyr miał cieszyć się z upadku Jerozolimy, gdy ta stała się łupem Nabuchodonozora prorok głosi przepowiednię co do sąsiadów, która wkrótce się również spełnia. W ciągu miesiąca armia Nabuchodonozora stanęła u jego bram i oblegała miasto przez 13 lat. Tyr ze względu na swe położenie był bardzo ponętnym kąskiem dla okupantów. Miasto leżące u stóp gór Libanu, jak już powiedziano, składające się ze swoistego podwójnego naturalnego portu, który uchodził za najpiękniejszy naturalny port na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Centrum komunikacyjne i handlowe, bajecznie bogaty, jego tkaniny takie jak purpura oraz wyroby ze szkła rozsławiły miasto po całym świecie. Ezechiel w swoim proroctwie porównuje miasto do potężnego okrętu kupieckiego załadowanego luksusowymi towarami i mający do swej dyspozycji umiejętności ludzkie i środki pochodzące ze wszystkich stron. W końcowej części proroctwa Ezechiel wygłasza lamentację nad królem Tyru, którego pycha została upokorzona.
Do tej pychy, i grzechów wielkiego miasta portowego nawiąże również Pan Jezus w swoim biada w Ewangelii, kiedy będzie przestrzegał Betsaidę, Korozain i Kafarnaum, że Tyrowi lżej będzie w dzień sądu, niż mieszkańcom tych miast, bo nie poznali czasu swego nawiedzenia (Mt 11,21n)
Sydon -grecka i hebrajska nazwa brzmią podobnie jako Sidon - „łowisko ryb” dziś Saida znajdująca się w Libanie. Jak sama nazwa wskazuje port rybacki położony na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. W okresie fenickim było to najznakomitsze miasto Fenicji, od niego także Fenicjan nazywano Sydończykami (1 Krl 5,20; 16,31; Rdz 10,15). Później Sydon utracił swą hegemonię na rzecz oddalonego o 32 km Tyru, odzyskując ją na krótki czas pod rządami Persów. W Nowym Testamencie wymienia się Sydon obok Tyru (Mt 15,21; Łk 6,17). Paweł podróżując do Rzymu, przybywa także do Sydonu (Dz 27,3). Również prorok Ezechiel w omawianym wyżej proroctwie mówi o Sydonie, który został zdobyty przez Nabuchodonozora, a wcześniej oskarż Sydon o obrazę ludu Bożego. Podobnie jak sąsiadujący z nim Tyr należał do znakomitszych miast-portów wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego.
Ewangelista Łukasz opisując mieszkańców Tyru jak i Sydonu przynoszących do Jezusa swoich chorych po wyborze dwunastu, daje pierwszy szkic organizacji nowego ludu Bożego - Kościoła, który będzie obejmował nie tylko przedstawicieli Izraela ale i ludów pogańskich, za jakich uchodzili mieszkańcu tych miast. Podkreśla tam uniwersalizm rodzącego się Kościoła. Dla mieszkańców ziemi uważanej tradycyjnie za krainę pogan także zajaśniało światło dobrej nowiny o Królestwie Bożym.
Dekapol - (po grecku dziesięć miast), położona na wschodnim brzegu Jordanu ( w Zajordaniu) grupa miast hellenistycznych, które utworzyły związek miast i należały do rzymskiej prowincji Syrii. Oto nazwy owych miast, posuwając się lewą stroną Jordanu z południa na północ: Filadelfia (dzisiejszy Amman) na wysokości Jerycha, Geraza na wysokości Samarii - tam miało mieć miejsce uzdrowienie człowieka opętanego, kiedy to demony weszły w stado świń, które potonęło w jeziorze, a mieszkańcy po taj starcie prosili Jezusa, by odszedł z ich granic; Pella - naprzeciw Cezarei, Gadara na wysokości Nazaretu, Hippos vis-a-vis Tyberiady, wreszcie najbardziej na północ wysunięty Damaszek. Federacja powstała w r.63 przed Chr. i miała na celu osłabienie władz lokalnych w umocnienie wpływów hellenistycznych i tak zresztą dominujących w tych miastach. W 106 r. po Chr. federacja rozpadła się i weszła w skład prowincji Arabii. Ludność miejscową stanowili koloniści greccy, którzy zamieszkali tu w czasach Ptolemeuszów i Seleucydów ( po rozpadzie Imperium Aleksandra Wielkiego). Dominowały zwyczaje, religia, prawa i mowa greckie. Żydów mieszkało tam niewielu. Mieli oni swobodę religijną, ale praw obywatelskich nie posiadali. Liczba miast i obszar nie były stałe, ale nazwa Dekapol się nie zmieniała. Każde z nich posiadało wokół siebie pewne niezależne terytorium, były więc jakby helleńskimi wysepkami na terytorium poddanym królom żydowskim.
Ewangelie kilkakrotnie wymieniają Dekapol. Wielkie rzesze szły za Chrystusem na początku Jego działalności (Mt 4,25). Pan Jezus idąc z Sydonu do Morza galilejskiego przechodził przez terytorium Dekapolu i uzdrowił głuchego i niemego (Mk 7,31-37). Uzdrowił tam też człowieka opętanego (Mk 5,2-20), który za zachętą Zbawiciela stał się pierwszym misjonarzem Dekapolu,
I tak oto dobra nowina, o Królestwie Bożym, które ogarnia wszystkich ludzi szukających szczerym serce Boga zaczyna wychodzić z ciasnych ram judaizmu i przebija się przez granice do pogan, by dotrzeć w konsekwencji również i do nas. By nad mieszkańcami krajów mroku zabłysło światło Boże, światło na oświecenie pogan (Łk 1,79; 2,32.)
Jaka wiara taka ofiara, czyli wdowa z Sarepty Sydońskiej i uboga wdowa przed skarboną świątyni.
Sarepta - (hebrajska nazwa brzmi Sarefat, a Septuaginata, czyli greckie tłumaczenie Starego testamentu pochodzące z II w. przed Chr. nazywa ją Sarepta. Miasto w Fenicji położone nad Morzem Śródziemnym, 15 km na południe od Sydonu. W 1 Krl 17,9-24) prorok Eliasz zatrzymał się w Sarepcie u pewnej biednej wdowy, gdzie dokonał cudu rozmnożenia mąki i oliwy. Prorok Eliasz po zapowiedzi suszy, która ma spaść na kraj za niewierności jego mieszkańców i króla Achaba oraz jego żony Jezabel, szuka schronienia przed zemstą najpierw przy potoku Kerit będącego wschodnim dopływem Jordanu, gdy potok wysechł zgodnie z Bożym rozkazem udaje się do pogańskiej Sarepty, gdzie ma być żywiony przez pogankę. Podkreślona zostaje wiara wdowy i jej gotowość podzielenia się resztą pożywienia z Bożym mężem. Św. Augustyn powiada, że wdowa z Sarepty jest typem pogan powołanych do prawdziwej wiary, dwa drewna zaś, które zebrała by zrobić ogień są symbolem krzyża. Jednak dziwna jest Boża ekonomia. Początkowa nagroda dzban mąki rzeczywiście się nie wyczerpuje podobnie dzieje się z baryłką oliwy. Zdawać by się mogło, że na najbliższy czas ma ona i jej syn byt zapewniony u boku męża Bożego, a tu wdowa znów zostaje poddana próbie, oto umiera jej jedyny syn. Zgodnie z ówczesnym przekonaniem, przedwczesna śmierć syna wdowa przypisywała obecności męża Bożego i temu, że w pewnym stopniu od niego uzależniała swoje życie. Pojawienie się Proroka, przedstawiciela Bożej sprawiedliwości, w jej mniemaniu przypomniało Bogu jakieś jej przewinienie, niekoniecznie świadome, które Bóg ukarał śmiercią syna, jedynej jej nadziei na lepszą przyszłość. Płacz matki, cud wskrzeszenia chłopca dokonany przez Boga na skutek modlitwy Eliasza oraz wyznanie wiary wdowy w Boże posłannictwo proroka Eliasza były motywami znanymi niewątpliwie w religijnym wychowaniu Izraelitów. Fakt ten przypomniał Pan Jezus Żydom w synagodze w Nazarecie, by wykazać życzliwość pogan dla proroków (Łk 4,24-26). Pan Jezus zresztą często przeciwstawiał wiarę pogan niewierności Żydów. (wiara setnika z Kafarnaum (Łk 7,1-10), wiara kobiety kananejskiej proszącej o zdrowie dla córki (Mt 15,21-28))
Z miastem tym spotykamy się jeszcze w pismach prorockich. Prorok Abdiasz (20) wymienia Sareptę jako granice Kanaanu. Sarepta jest znana także w starożytnych tekstach egipskich. W 701 r. została zdobyta przez Sanacheriba. Sydończycy wyrabiali w niej szkło. Ponieważ miasto leżało wzdłuż brzegu morza na przestrzeni 2 km, zwano je „długie miasto”.
Uboga wdowa - Pan Jezus przyglądał się, jak ludzie wrzucali do skarbony swoje ofiary. Choć wielu ludzi wrzucało pieniądze - Marek (12,41) mówi o tłumie - to jednak Jezus zwracał uwagę tylko na bogatych. Na ich tle zauważył biedną wdowę, która do tejże skarbony wrzuciła dwa drobne pieniążki. To stało się podstawa porównania, w którym wyżej ocenił On skromna ofiarę wdowy niż sute datki wszystkich bogatych ludzi razem; ona bowiem, choć nędzę cierpiała, wrzuciła Bogu na ofiarę „wszystko, co miała na swoje utrzymanie”, gdy tymczasem bogaci dawali tylko to, co im zbywało. Jezus twierdził, że moralna wartość daru i czystość intencji, z jaką składa się ofiarę, więcej znaczy wobec Boga aniżeli wysokie sumy pieniędzy. Stwierdzenie to wskazuje też, że Jezus znał tę moralną wartość ofiary wdowy.
Całe opowiadanie jest świadectwem wielkiej ofiarności całego żydowskiego społeczeństwa na rzecz jerozolimskiej świątyni, a przez to wskazuje na jeden z pozytywnych elementów jego pobożności. Zresztą świątynia jerozolimska była zawsze największą dumą dla każdego Izraelity, bo ona była widomym znakiem Bożej obecności w narodzie i Bożego błogosławieństwa. To w niej mieszkała chwała Boża, w niej mieszkało Jego imię i ona była „podnóżkiem stóp Jego”. Na świątynie jerozolimską patrzył Bóg z miłością. Więc człowiek wdzięczny za tę Bożą łaskę, co miał najcenniejszego przynosił do niej, by piękniała coraz bardziej.
No cóż, pewnie już wtedy, widział Syn Boży wszystkie wdowy świadczące dobro świątyni i Bożym mężom oraz ich wielka wiarę i ufność, jaką w Bogu pokładały i dzisiaj pokładają.
Równina Nadmorska
Palestyna, Ziemska Ojczyzna Pana Jezusa zaskakuje swoim pięknem krajobrazu, kryjącym niezliczone niespodzianki. Z jednej strony surowy krajobraz Pustyni Judzkiej czy Negebu, bogate ogrody i pola Galilei, czy też Doliny Ezdrelon, bez najmniejszej okruszyny czy śladu nawet życia wody Morza Martwego i przepiękna porośnięta roślinnością typowa dla klimatu śródziemnomorskiego Równina Nadmorska. A i na niej zróżnicowany i bogaty krajobraz, jak zresztą w całej Ziemi Świętej.
Równina Nadmorska ciągnąca się wzdłuż wschodniego brzegu Morza Śródziemnego, od północy jest ona przedłużeniem wybrzeża fenickiego, by na południu zginąć w piaskach pustyni Negebu, która graniczy z Egiptem i urodzajną Deltą Nilu. Dzieli się ona na trzy krainy, będące również terenem równinnym: Akko, Saron i Szefela.
Równina Akko
Równina ta jest przedłużeniem Fenicji i rozciąga się od ujścia Leontesu do Gór Karmel. Na północy stanowi ją wąskie piaszczyste wybrzeże nadające się z trudem do budowy małych portów czy miast. Jeszcze bardziej na północ zbocza gór Libanu sięgają aż do morza. Im bardziej jednak na południe rozszerza się dolina do szerokości 2 a nawet 6 km szerokości, jak ma to miejsce w pobliżu Akko. Akko miasto i port prawie nieznane w czasach biblijnych za to w średniowieczu jako Saint Jean d’Acre stanowiło punkt oparcia dla krzyżowców i w czasie wypraw krzyżowych odgrywało znaczącą rolę. Dzisiaj istnieje jako niewielki port przeładunkowy towarów przeznaczonych dla Syrii. Niewielka ta równina poprzecinana jest wstęgami kilku potoków. Ich wody to sprawiają, że okolica porośnięta jest palmami i można było zakładać tam ogrody ciągnące się aż do Zatoki Ptolemajskiej u stóp gór Karmel. Góra Karmel stanowiąca jednocześnie swoisty półwysep wysunięty nieco w Morze Śródziemne stanowi naturalną granicę między Dolinami Akko i Saron.
Równina Saron
Rozciąga się ona dalej na południe poniżej opadającego niemal stromo ku morzu zbocza góry Karmel, z które to północnej strony rozsiadł się nad zatoką dzisiaj nowoczesny port Haifa. Dalej zaś na południe równina rozciąga się i staje się coraz szersza od 3 dochodzi nawet do 20 km koło Jaffy. Nazwa Saron została użyta już 1 Księdze Kronik (27,29). Autorzy biblijni zachwycają się nad jej pięknem i porównują nawet z „chwałą Libanu”. Jak to pięknie i obrazowo ujmuje prorok Izajasz (35,1-2):
„ Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia,
niech się raduje step i niech rozkwitnie!
Niech wyda kwiaty jak lilie polne,
niech się rozraduje także skacząc i wykrzykując z uciechy.
Chwałą Libanu ja obdarzono,
ozdobą Karmelu i Saronu.
Oni zobaczą chwałę Jahwe,
wspaniałość naszego Boga.”
Jak widać więc, przysłowiowa była żyzność Równiny Saronu, skoro prorok użył jej jako obrazu dla przedstawienia Bożego błogosławieństwa i łaski dla Izraela.Żyzność swoją zawdzięcza Równina licznym potokom spływającym ku morzu (Nahr ez-Zerka, Nahr Iskanderune, Nahr el-Audża i inne). Woda tak bardzo cenna w tych okolicach zapewnia obfite plony. Uprawiano tam wiele zbóż, zaś palmy, figi, sykomory, kaktusy a przede wszystkim sławne ogrody Jaffy i Liddy sprawiają, że jest to jedna z najbardziej urodzajnych krain w Palestynie Ukształtowanie dna morskiego i wybrzeże nie nadawały się do budowy wielkich portów, a znane w starożytności Atlit i Dor były tylko niewielkimi przystaniami rybackimi. Tylko Herod Wielki odważył się na budowę wielkiego portu Turris Stratonis, którego ruiny po dzień dzisiejszy można podziwiać przy spokojnej fali na dnie morza. O wspaniałości i pięknie budowli portu możemy dowiedzieć się z entuzjastycznych opisów Józefa Flawiusza. Mimo tych niedogodności terenu znajdował się tam inny wielki port Cezarea Nadmorska znana z kart Nowego Testamentu, to z tym miastem związane były postacie św. Piotra, a przede wszystkim Pawła który przebywał tam w więzieniu około 2 lat. Cezarea była jednym z głównych ośrodków wczesnego chrześcijaństwa, to tam działał Orygenes (185-254) i Euzebiusz (263-340). Tam również mieli swoją siedzibę prokuratorzy rzymscy. Drugim wielkim portem była położona dalej na południe Jaffa (Joppe), jednak okręty tam zawijające musiały zatrzymywać się z dala od brzegu na redzie, gdyż brzegi Morza Śródziemnego były tutaj zbyt płytkie co utrudniało zbliżenie się do miasta. Po za miastem Jaffa rozciągała się trzecia kraina Równiny Nadmorskiej Szefela.
Równina Szefela
Rozciąga się poniżej Jaffy i obejmuje nie tylko teren równinny wzdłuż morza, ale sięga aż ku wysuniętym ku zachodowi wzgórzom judejskim. W Biblii niektóre miasta leżące już na tych wzgórzach zaliczane były do miast Szefeli.. Liczne potoki spływające z gór Judei nawadniały urodzajną ziemię i sprawiały, że kraina ta poprzez swoją żyzną ziemię uchodziła nawet za swoisty spichlerz Palestyny, co było powodem nie tylko dumy, ale stanowiło również przyczynę licznych konfliktów i wojen prowadzonych w starożytności o te tereny. Tereny, które były poprzecinane szlakami karawan, jak wskazują archeolodzy drogami rzymskimi, szlakami handlowo-komunikacyjnymi i militarnymi . Tędy wędrowały wojska egipskie na podbój Syrii i Mezopotamii, Asyryjczycy i Grecy z Aleksandrem Wielkim a także Rzymianie z Pompejuszem i Tytusem na podbój.
Emaus
Na koniec naszej wędrówki wypada zajrzeć do Emaus, tam, gdzie, uczniowie doświadczyli bliskości zmartwychwstałego. Może i Ty Go tam spotkasz, tak jak ja.
Było to cudne, niezapomniane, jedyne w swoim wyrazie wrześniowe popołudnie roku 1986. Samolot wreszcie wylądował na lotnisku Ben Gurion w Tel Awiw. Długo czekaliśmy na tę chwilę, zwłaszcza, że mieliśmy tam przybyć dwa miesiące wcześniej, ale z niewiadomych do końca przyczyn w samolocie czarterowym, w lipcu, który miał zabrać nas najpierw do Aten, a później do Ziemi Świętej zabrakło miejsca dla grupy kapłanów z naszej diecezji, mimo, iż lot był zarezerwowany wiele miesięcy wcześniej. Ale nie to jest teraz najważniejsze. Wysiadamy, więc na Ziemi naszego Pana, którą należałoby z szacunkiem ucałować. Bucha w nas żar południa, po odprawie witamy się z przewodnikiem. Jest nim kapelan Domu Polskiego w Jerozolimie. Wsiadamy do autobusu z klimatyzacją, bez niej dla nas ludzi z północy ciężkie byłyby pierwsze chwile i mkniemy na spotkanie ze śladami Chrystusa. Na pewno nie było to dziełem przypadku, bo w życiu chrześcijanina takie się nie zdarzają, wszystkie zdarzenia to znaki czasu, przez które chce nam coś powiedzieć Pan, podążamy do Emaus. Jest to dzisiaj maleńka wioska dzisiaj nazywająca się al.-Qubeibeh, zamieszkała w większości przez muzułmanów. Nad nią widoczna już z daleka wieża z zegarem, należąca do kościoła i klasztoru O.O. Franciszkanów. Wita nas przemiły brat, franciszkanin, którego imienia, tak jak i nazwiska przewodnika, już dzisiaj niepomnę, wprowadza do kościoła, śpiewa tam w każdym rogu „Ty jesteś kapłan wielki” swoim tubalnym głosem i zaczyna snuć opowieść o tym, jak przed dwoma prawie tysiącami lat w to właśnie miejsce przybyli trzej wędrowcy, dwaj z nich zdążali właśnie tutaj do Emaus, trzeci wykazywał jakby chciał iść dalej, ale oni przymusili go, by przenocował w domu Kleofasa, by zasiadł z nimi do wieczerzy. Tak smutni zmartwieni i tak zasłuchani w słowa „nieznajomego wędrowca”, że dopiero przy łamaniu chleba rozpoznali, że to był Jezus, ich Mistrz i Nauczyciel ich Pan, o którym myśleli....., co do którego się spodziewali.....A On ty czasem tak zwyczajnie żyje, zmartwychwstał i szedł z nimi, tak zwyczajnie, że Go nie poznali. (por. Łk 24,13-35) Jakże łatwo jest Jezusa nie rozpoznać... Wszyscy pielgrzymi słuchają z wypiekami na twarzy. Co niektórzy pewnie by i się rozglądali, czy nie wejdzie tu za chwile Pan Jezus.
A później brat zaprasza nas do stołu, podaje chleb i wino, i trwa radość spotkania rodaków, bo wtedy pielgrzymi z kraju jeszcze bardzo rzadko do Palestyny przybywali. Radość i szczęście tak wielkie, że tylko czekać aż otworzą się drzwi i wejdzie Chrystus z Uczniami, zasiądzie do nas do stołu, a wszyscy Go rozpoznamy. Minęło 11 lat od tej chwili, a każdy z nas obecnych wtedy w Emaus, tak sądzę, chyba jeszcze do dziś pamięta ten wyjątkowy nastrój i jest przeświadczony i jest pewien, że Pan zmartwychwstał, a myśmy tego doświadczyli. Jak, w jaki sposób trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć, ale na pewno doświadczyliśmy, każdy na swój sposób. Później widzieliśmy i pusty Grób i Kalwarię, gdzie dokonało się nasze zbawienie i Betlejem i Nazaret, ale na to wszystko patrzyliśmy już z perspektywy zmartwychwstania. Bo Pan był z nami tam tego właśnie popołudnia, w Emaus i myśmy to przeżyli.
Wróćmy do kościoła w Emaus. Wzniesiony na miejscu poprzedniego, średniowiecznego, pamiętającego pewnie czasy krzyżowców, w roku 1901. W lewej nawie zawiera on prostokątną budowlę, którą tradycja identyfikuje z domem Kleofasa, gdzie Pan Jezus miał chleb łamać i wtedy Go poznali. W lunecie portalu widać kolorową majolikę, która wyobraża Pana Jezusa z dwoma uczniami. Wnętrze kościoła bardzo proste, skromne zbudowane z kamieni nieotynkowanych, wyjątek stanowią sklepienia zarówno w kościele, jak i w nawach bocznych ozdobione gwiazdami oraz bogatszy gzyms z wypisanymi nań słowami z Ewangelii mówiącymi o zdarzeniu, które się tu dokonało. W ołtarzu głównym dawna mensa, którą podtrzymują wykonane z różowego kamienia kolumienki, a trzy obrazy w antepedium przedstawiają Pana Jezusa św. Kleofasa i św. Symeona. Ponad ołtarzem płaskorzeźba a na niej Łamanie chleba, zaś malowidła na szkle i witraże tematycznie związane z Emaus. I obraz na północnej ścianie ponad „domem Kleofasa” przedstawiający wieczerzę w Emaus, znany i często spotykany na prymicyjnych obrazkach.
Aby przypomnieć sobie wygląd kościoła, czy domu Kleofasa, trzeba czasami zaglądać do przewodników po Ziemi Świętej lub na stare fotografie, zwłaszcza że nigdy więcej tam nie byłem. Atmosfery tego popołudnia, wrażeń i uczucia wdzięczności Panu za dar obecności na Jego Ziemi, nie sposób zapomnieć. Na pewno to nie doskonała analogia, ale było to coś z przeżycia Apostołów spotkania ze Zmartwychwstałym, tego nie można zapomnieć i o tym trzeba świadczyć.
A zupełnie na koniec zamiast posłowia, spotkanie z najstarszym materialnym świadkiem Ewangelii.
Chrystus Król czyli p52 najstarszy tekst Ewangelii.
Zastanawiając się nad genezą Uroczystości Chrystusa Króla, nad początkami tego wspaniałego święta, wieńczącego każdy rok liturgiczny, zamykającego każdy rok kościelny w ostatnią niedzielę przed Adwentem, rozpoczynającym nowy czas dla nas chrześcijan, natrafiłem na tekst Ewangelii wg. św. Jana, określany przez biblistów po prostu mianem p52. Tekst, który od czasów studenckich nie dawał mi spokoju. Nie jest on wielkim kodeksem, czyli wczesną formą księgi składającej się z położonych jedna na drugiej kart papirusowych lub pergaminowych - jak w dzisiejszych książkach. To po prostu maleńki fragment papirusu, który by może przez wieki leżał nieznany i niezauważony. Może podzieliłby los innych papirusów, z których większość wyrzucona do śmietników przetrwała tylko dlatego, że śmietniki wyschły, zasypał je pustynny piasek i przeleżały, a może i leżą sobie spokojnie do naszych czasów. Aż nagle, często zupełnie przypadkowo, odkryte, odsłaniają, po rekonstrukcji i odczytaniu, wspaniałe karty historii życia i wiary ludzi tamtych czasów.
Każdy, kto tylko interesował się początkami piśmiennictwa wie, że początkowo pisano wykorzystując różny materiał. Pisano na kamiennych stelach bądź słupach ( np. stela Hammurabiego odkryta w 1901-1902 w Suzie, zachodnia Persja kamienna, czarna kolumna licząca 2,25 metra wysokości, na szczycie znajduje się wysoka rzeźba na 60 cm, a pozostała część pokryta setkami linii dokładnie wygrawerowanego pisma klinowego, zawierających tak zwany Kodeks Hammurabiego pochodzący z około 1750 r. przed Chr.), na glinianych tabliczkach ( tabliczki z El - Amarna w środkowym Egipcie w połowie drogi między Kairem a Luksorem, czy też prawdziwa biblioteka tabliczek z Ugarit nad morzem Śródziemnym w Syrii datowana na lata 1400-1200 przed Chr. - obecnie jest znanych ponad 1500). Egipcjanie starożytni ryli swoją historię i tradycję religijną na ścianach potężnych świątyń czy na obeliskach. Ponad to za materiał piśmienniczy służyły skarabeusze (maleńkie żuczki na których pisano modlitwy i zaklęcia), ostraka ( gliniane skorupki), zwoje miedziane. Stosunkowo wcześnie zaczęto używać papirusów i pergaminu czyli delikatnie wyprawianych skór owczych lub cielęcych, które zwijano w zwoje. Pisano rysikiem bądź w wypadku papirusów i pergaminów „piórkiem” trzcinowym maczanym w atramencie uzyskiwanym z sadzy mieszanej z tarta gumą arabską, a także z galasówek dębowych (rodzaj owadów) i kwasu siarkowego. Warto przypomnieć sobie, że papirus (poprzednik naszego papieru) uzyskiwano w Egipcie z rośliny porastającej deltę Nilu dochodzącej do 4 m. wysokości.(dzisiaj czasami można spotkać tę roślinę hodowaną w doniczkach - wygląda trochę jak koper ozdobny, tylko pozbawiony liści) Łodygę cięto na wąskie pasemka, które następnie układano na krzyż, zwilżano i pozostawiano pod prasą na kilkadziesiąt godzin, po wysuszeniu na słońcu dawały one kartę nadającą się doskonale do pisania, a jak trwałą, świadczą choćby starożytne egzemplarze znajdujące się w muzeach na całym świecie) Starożytne księgi miały formę zwoju, były to pasy papirusowe lub pergaminowe klejone lub zszyte rzemieniem w taśmę kilkumetrowej długości, nawijane najczęściej na dwa drewniane wałki, obracane w miarę czytania. Od IV w. po Chr. księgi maja już inną formę, wygodniejszą od zwoju. Nazywa się ona kodeksem - były to karty wpół zszywane - jak nasze książki.
Czym jest zatem nasz zabytkowy tekst zwany tajemniczo p52.
To maleńki skrawek papirusu, może fragment jednej strony, znaleziony w Egipcie, o wymiarach 9 x 6 cm, zapisany obustronnie, mieszczący na sobie zaledwie kilka wierszy ( J 18,31-33.37n), a znajdujący się w John Rylands Library w Manchesterze. Papirus opatrzony również sygnaturą manchesterskiej biblioteki Pap.Ryl.Gk 457. Dlaczego tak się nazywa? Zakupił go w roku 1921 dr Grenfell dla biblioteki John’a Rylands’a a wraz z nim masę innych papirusów różnej treści, np. kodeksów handlowych, korespondencji prywatnej itp. Przeleżał on sobie spokojnie przez 13 lat zanim go nie opracował i wydał oksfordzki uczony dr Roberts w 1935. Podał, że jest to fragment około 9 x 6 cm wielkości, zapisany - co się nawet w starożytności rzadko zdarzało - obustronnie, może ze względu na oszczędność, a może był w posiadaniu kopisty bardzo ubogiego, który oszczędzał ten cenny materiał piśmienniczy. Tekst zapisany jest w języku greckim, pisany wielkimi literami - maiuskułą - tak pisało się na początku, posiada ślady wymowy ludowej, folklorystycznej. Są na nim ślady tzw. mieszania dźwięków, co wskazuje że musiał powstać przed końcem II w, który przyniósł reformę gramatyki i pisowni greckiej. Każda stroniczka zawiera 7 wierszy i jest to część raczej kodeksy niż zwoju, najprawdopodobniej fragment stronicy, która musiała mieć format 23 x 19 cm i zawierała 18-19 wierszy po każdej stronie. I wówczas świat, a zwłaszcza bibliści dowiedzieli się o tym niecodziennym znalezisku.
Po starannej rekonstrukcji, dokonanej przez uczonych, okazało się, że zawiera on bardzo fragmentarycznie po jednej stronie wiersze 18,31-33, po drugiej 37 i następny z rozdziału 18. Ewangelii wg. św. Jana. A teraz pozwólmy mówić samemu tekstowi:
„Piłat więc rzekł do nich: Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić. Tak miało się spełnić słowo Jezusa, w którym zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć. Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa rzekł do Niego: czy Ty jesteś królem żydowskim?....
37. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? Odpowiedział Jezus Tak jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. Rzekł do Niego Piłat: Cóż to jest prawda? To powiedziawszy wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: Ja nie znajduję w Nim żadnej winy.”
Najbardziej sensacyjny już od początków okazał się wiek tego papirusu. Najstarsze posiadane dotąd odpisy pochodziły z III i IV wieku po Chrystusie. Wiemy przecież, że nie posiadamy autografów czyli pism, które wyszły spod pióra autorów nowotestamentalnych tylko apografy czyli kolejne odpisy bądź kopie tych pism. Dlaczego Kościół ich nie posiada? Po pierwsze dlatego, że dotyczy to tajemnic wiary, po drugie chrześcijaństwo na samym początku, gdy Jan, Mateusz, Łukasz, Marek, Paweł czy inni autorzy Nowego Testamentu spisywali swoje pisma, było bardzo małą wspólnotą, prawie nie licząca się w świecie wielkiej kultury, wywodziło się w ogromnej większości spośród ludzi ubogich, których nie stać było na drogi materiał piśmienniczy czy obszerne biblioteki. Dalej był to czas okrutnych prześladowań pierwszych chrześcijan. Wyznawcy Chrystusa trzech pierwszych wieków byli wciąż narażeni na prześladowania ze strony Żydów czy tez władz cesarstwa, a gdy żołnierze zamykali do więzień tych, co oddawali cześć Jezusowi grabili i niszczyli wszystko to, co do nich należało i tak zaginęły bezpowrotnie pisma apostołów i ich uczniów. Może nie bezpowrotnie, może leżą gdzieś przysypane piaskami pustyni lub kurzem bibliotecznym jeszcze niezidentyfikowane i opracowane i może kiedyś przypadek sprawi, że będziemy je czytać nie wiedząc zupełnie, że napisał jej jeden z bezpośrednich świadków . Historia zna przecież takie przypadki. Weźmy chociaż znaleziska w Qumran nad Morzem Martwych, czy przypadkowo odkryty Kodeks Synaicki z IV w. po Chrystusie, który tylko dzięki zręczności i przebiegłości Konstantego Tischendorfa ujrzał światło dzienne.
Ale wróćmy do naszego papirusu P52. Pochodzi on z pierwszej połowy II wieku po Chr. Stwierdza to sam dr Roberts, a następnie największa sława w tej dziedzinie prof. Wilhelm Schubart z Uniwersytetu Berlińskiego oraz Sir Kenyon, kustosz Muzeum Brytyjskiego (naukowcy protestanccy) Fragment ten jest oczywiście odpisem Ewangelii i można śmiało powiedzieć, że chyba jednym z pierwszych, bo uczeni datują go bardzo wcześnie ( prof. A .Deissmann 117-138 z czasów Hadriana, a prof. Schubart nawet jeszcze wcześniej, bo za czasów cesarza Trajana 98-117, a więc w czasach, gdy żył jeszcze św. Jan Ewangelista).
Skąd przybył on do Manchesteru? Znaleziono go w środkowym Egipcie w miejscowości el-Bahnasa (starożytna nazwa Oxyrhynchos), niedaleko Fayum około 135 km na południe od Kairu. Kodeks, którego fragmentem był p52, należał niewątpliwie do skromnej i nieznanej gminy chrześcijańskiej, pragnącej też posiadać u siebie Ewangelię umiłowanego ucznia Pańskiego.
Jakie z tego wnioski dla współczesnego biblisty i teologa? To sprawa wieloletniej dyskusji dotyczącej autorstwa, czasu powstania, redakcji ewangelii, wątków wiodących... Dyskutują o tym od dłuższego czasu specjaliści. A my? Zastanówmy się, co chce nam sam Chrystus powiedzieć z tego najstarszego źródła swojej nauki? Dlaczego właśnie ten fragment jest jak na razie najstarszy? W życiu chrześcijanina nie ma przypadków. Są tylko znaki, przez które przemawia do nas nasz Pan i Bóg. Co tym razem mówi do Ciebie, gdy czytasz słowa Jezusa i słowa Piłata? Dlaczego właśnie teraz przypomina nam o swoim królowaniu i o narodzinach z Prawdy?.....
Warto poszukać odpowiedzi na te i podobne pytania przygotowując się lub przeżywając Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata








